„Uważałem go za bardzo uprzejmą [...] i zachwycającą osobę” – Robin Luke wspomnia Elvisa!

Ekskluzywny wywiad o trudnych początkach, blaskach i cieniach muzycznego biznesu złotej ery rock’n’rolla i spotkaniu z Elvisem Presley’em. Tylko dla bloga ELVIS:

ROBIN LUKE dla ELVIS:
Rozmawiał: Mariusz Ogiegło
(Część 3)

RobinLukeFans Kilka lat temu przeczytałem wypowiedź jednego z muzyków studyjnych i koncertowych złotej ery rock’n'rolla, który stwierdził w niej, że scena lat pięćdziesiątych przypominała jedno wielkie spontaniczne jam session. Wokaliści zapraszali na estradę instrumentalistów z którymi chcieli zagrać a którzy byli tego dnia obecni. Muzycy spontanicznie łączyli się na scenie w duety tworząc na niej niezapomniane wykonania. Stąd dzisiaj niemal niemożliwe jest odtworzenie składu danego zespołu czy grupy muzyków towarzyszących danemu artyście w danym dniu na scenie.
Przyjaźnie i znajomości w muzycznym świecie były rzeczą naturalną. Czasami ograniczały się jedynie do krótkich spotkań czy chwili rozmowy. Czasami też przenosiły się na grunt zawodowy…
W trzeciej już części rozmowy z Robinem Lukiem przeczytacie o jego przyjaźni z Rickym Nelsonem, spotkaniu z Elvisem Presley’em oraz o tym po co Johnny Cash przyszedł pewnego dnia do jego hotelowego pokoju…

Powiedziałeś kiedyś: „patrząc wstecz jestem zdziwiony tym na co pozwalali mi moi rodzice w tak młodym wieku”. Będąc wciąż jeszcze uczniem występowałeś w najpopularniejszych amerykańskich programach telewizyjnych takich jak „Perry Como Show” czy „Dick Clark Show” obok największych nazwisk tamtych lat – Ricky Nelsona czy Everly Brothers. Jak zapamiętałeś tamten czas? Jak radziliście sobie (Wy znani w tamtym czasie artyści) z popularnością?
Ricky Nelson był moim przyjacielem. Poznaliśmy się na kortach tenisowych przy domu dziewczyny którą znałem. Znał moją piosenkę a ja zacząłem śpiewać jego gdy tylko wyszedł. Lubiliśmy spędzać razem czas a naszą ulubioną rozrywką było wymykanie się z jego domu późnym wieczorem i chodzenie do kina. Był wtedy tak popularny, że gdybyśmy poszli za dnia zostałby oblężony przez swoich wielbicieli.

„BAD BOY” – ROBIN LUKE (FRAGMENT PROGRAMU TELEWIZYJNEGO z LAT 60-tych)


W jednym z wywiadów wyznałeś, że Twoja rodzina „nie była obca w branży rozrywkowej”. Znalazłem informacje, że zarówno Twoja matka jak i jej ojciec (Twój dziadek) a także Twój wujek pracowali dla sławnych wytwórni filmowych. Czy to prawda? Czym się tam zajmowali? Czy zapamiętałeś jakieś historie z planów filmowych etc., które opowiadali podczas rodzinnych spotkań?

Mój tata nigdy nie był w przemyśle rozrywkowym. Ojciec mojej mamy był szefem działu (fotografii) w Samuel Goldwyn Studios a jego syn (brat mojej matki, Malcolm) szefem działu w Paramount Pictures.
Mama przez lata była retuszerem w Samuel Goldwyn Studios. Kiedy była młoda kręciła się wokół biura swojego ojca i spotykała i dostawała autografy od większości gwiazd tamtych dni.

ElvisWithFans1961 Czy to prawda, że byłeś obecny na planie filmu „Blue Hawaii” z Elvisem Presley’em w roli głównej? Jak wspominasz ten dzień? Czy udało Ci się spotkać i porozmawiać z Elvisem? Jeśli tak, proszę opowiedz w jakich okolicznościach doszło do spotkania i powiedz jak zapamiętałeś Elvisa?
Moja siostra, Susie, należała do Bluebird. To była/jest grupa podobna do Skautów czy Harcerek. Prowadzili sprzedaż ciasteczek i wtedy moja mama zapytała Malcolma (który był na planie kiedy Elvis był na Hawajach) czy Susie mogłaby mieć wspólne zdjęcie z Elvisem żeby pomóc w promocji ciasteczek. (Malcolm, przyp.autor) zapytał Elvisa a ten zgodził się.
Zgodziłem się pojechać i obserwować.
Elvis kręcił sceny w pobliżu Koko Head Crater, jakieś dziesięć minut od naszego domu. Nagrywano jedną scenę a następnie trzeba było czekać około pół godziny zanim nakręcono kolejną. Wtedy wskoczył na swój motocykl marki Harley Davidson i pomknął wprost na szczyt krateru gdzie na niego czekaliśmy. Zrobił świetne zdjęcie z Susie (które ukazało się w Honolulu Advertiser) i wtedy też spotkał mnie. Byłem zaskoczony tym, że kiedy usłyszał moje imię zaczął śpiewać „Susie Darlin’” na co ja odpowiedziałem mu kilkoma jego hitami.
Naprawdę się zaprzyjaźniliśmy i resztę dnia po skończonych zdjęciach spędziliśmy spacerując wzdłuż drogi i rozmawiając. Po tym dniu uważałem go za bardzo uprzejmą, wyrażającą w prosty sposób swoje myśli, uroczą osobę. Nigdy więcej się już nie widzieliśmy…

W marcu 1961 roku Elvis Presley występował na Hawajach. Widziałeś ten koncert?
Widziałem go tylko w telewizji. Tom Moffat (DJ, który wypromował „Susie Darlin’” w 1958 roku) był organizatorem zarówno tego jak i wszystkich wielkich show na Wyspach.
Niestety, mój drogi przyjaciel zmarł w 2016 roku. Nigdy go nie zapomnę.

„EVERLOVIN’” – ROBIN LUKE (1960)
„EVERLOVIN’”* – RICKY NELSON (1961)

RLLetters * Jak wspominał Robin Luke, Ricky Nelson, znał jego piosenki. W roku 1961 Nelson doprowadził do 16 pozycji w USA i 19 miejsca w Wielkiej Brytanii utwór „Everlovin’”, który zaledwie rok wcześniej wytwórnia DOT zrealizowała w wykonaniu właśnie Robina Luka.

Lista artystów, których znałeś i z którymi występowałeś na jednej scenie jest naprawdę bardzo długa i bardzo imponująca. Większość z nich to dzisiaj prawdziwe legendy rock’n'rolla. Wystarczy wspomnieć tylko wymienionego wyżej Ricky Nelsona ale także Buddy Holly’ego, Gene Vincenta, Jima Morrisona czy Johnny Casha. Którego z tych wielkich artystów wspominasz dzisiaj w szczególny sposób?
Wszyscy oni byli wyjątkowi na swój własny sposób. Johnny Cash i ja spędziliśmy razem dwa tygodnie w Australii w 1960 roku i naprawdę poznaliśmy się wtedy dobrze nawzajem.
Pewnej nocy po występie zapukał do moich drzwi żeby zapytać czy mógłbym pośpiewać jakieś piosenki. Usiedliśmy więc na moim łóżku z gitarami i śpiewaliśmy tak długo aż zabrakło mi piosenek i poczułem, że potrzebuję snu. Położyłem się a on śpiewał mi do snu!
Jest jeszcze wiele takich opowieści ale niestety czas nie pozwala mi na ich kontynuowanie.

Część 1 Część 2
CDN.

* Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub części wywiadu na innych stronach internetowych bez zgody autora-zabronione!
** Za pomoc w przeprowadzeniu wywiadu dziękuję Tedowi Hutchensowi

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.