Prezydent Krakowa udziela poparcia dla projektu „Gwiazda Elvisa w Krakowie”

Zielone światło dla Gwiazdy Elvisa Presley’a w Krakowie

Prezydent Miasta Krakowa, Jacek Majchrowski, udzielił swojego poparcia dla projektu „Gwiazda Elvisa Presley’a w Krakowie”. W odpowiedzi na pismo złożone przez zarząd krakowskiego fanklubu oraz przedstawicieli grupy „Elvis z Krakowa” prezydent napisał: „Mając na uwadze twórczość Elvisa Presley’a, jego rozpoznawalność uważam,że pomysł jest godny realizacji. Odsłonięcie gwiazdy Elvisa Presley’a mogłoby zostać zorganizowane w przyszłym roku„.

Przypomnę, że 26 czerwca br., tj. w rocznicę ostatniego koncertu Elvisa Presley’a, krakowscy fani artysty wystąpili do władz stacji RMF FM z wnioskiem o uhonorowanie króla rock’n'rolla Gwiazdą w Alei Gwiazd pod Wawelem.
Gwiazda Elvisa miałaby rozbłysnąć m.in obok gwiazdy Celine Dion. Władze krakowskiego klubu sympatyków piosenkarza liczą, że uda się odsłonić gwiazdę Presley’a w czerwcu 2018 roku podczas jedynego w Polsce koncertu „The Wonder Of You”, którego gościem specjalnym będzie Priscilla Presley.

Osobiście, bardzo wspieram ten projekt. Trzymam kciuki za jego powodzenie i mam nadzieję, że już wkrótce będę mógł przekazać Wam równie pozytywne informacje dotyczące tego tematu.

(info: Elvis z Krakowa/Mariusz Ogiegło)

That’s All Right, Elvis! – jak chłopak z Tupelo stał się królem rock’n’rolla

THAT’S ALL RIGHT, ELVIS!
(część 12, ostatnia)
Mariusz Ogiegło

OvertonSheel1954 Szumnie zapowiadane widowisko (na plakatach promujących wydarzenie błędnie napisano imię Presley’a – „Ellis Presley”) rozpoczęło się w piątek, 30 lipca, o godzinie 20:00. Elvis na terenie amfiteatru pojawił się w towarzystwie swoich rodziców, ówczesnej dziewczyny – Dixie Locke, Sama Phillipsa oraz Marion Keisker. Na widowni tego dnia był również Dewey Phillips, który jako pierwszy zaprezentował w radiu utwór „That’s All Right (Mama)”. Gitarzysta Scotty Moore zapamiętał, że na krótko przed wejściem na estradę Elvis był jednym wielkim „kłębkiem nerwów”. W niektórych biografiach można przeczytać nawet, że piosenkarz był tak wystraszony swoim pierwszym publicznym występem, że nie zauważył jak… drżą mu nogi!

Będzie świetnie”, zapewniał swoją nową gwiazdę Phillips. Jego asystentka w tym czasie starała się wysondować wśród zgromadzonej publiczności czy nazwisko Presley’a jest im znane. „Pamiętam, że rozmawiałam z jakąś kobietą i zapytałam ją, na kogo przyszła”, opowiadała w jednym z późniejszych wywiadów Marion Keisker. „Odpowiedziała: ‚Na Marty’ego Robbinsa, zawsze chodzę na jego występy. A kogo ty przyszłaś posłuchać?’. ‚Elvisa Presley’a', a ona na to: ‚Kogo?’. ‚Po tym koncercie już mnie więcej o to nie zapytasz’ – odparłam”. Jak się wkrótce okazało były to prorocze słowa.

Występ Elvisa Presley’a i Blue Moon Boys zapowiedział Bob Neal. Do dzisiaj zachowało się kilka relacji z tamtego wieczoru ale jego atmosferę najlepiej oddał Scotty Moore w swojej książce. Pozwolę sobie więc przytoczyć właśnie jego słowa. „Z publiczności scena w Shell nie wydaje się taka duża. Kiedy jednak jesteś na estradzie i spojrzysz w stronę publiczności to widzisz jak jest ogromna”, pisał gitarzysta. „Gdy usłyszeliśmy swoje imiona wyszliśmy na scenę i stojąc przodem do widowni zobaczyliśmy rzędy fanów, którzy nie mieli pojęcia czego mają oczekiwać. [...] Byliśmy wystraszeni na śmierć. Wszyscy ci ludzie i my z tymi trzema małymi instrumentami. Zaczęliśmy od ‚That’s All Right (Mama)’”. Zdaniem Moora Elvis był tak zdenerwowany, że zupełnie nieświadomie zaczął wspinać się na palce u nóg i poruszać nogami w rytm muzyki. Niektóre z tych ruchów do złudzenia przypominały te, które wykonywał podczas lipcowej sesji w SUN. Reakcja widowni zaskoczyła wszystkich. „Ku jego zdziwieniu – przerażeniu – młode dziewczyny na widowni zaczęły szaleć, krzyczeć i bić brawo”. Nikt wówczas nie wiedział dlaczego…
Po zagraniu kolejnego utworu, „Blue Moon Of Kentucky”, Blue Moon Boys zeszli ze sceny ustępując miejsca innym artystom. Po wejściu za kulisy Elvis starał się dociec dlaczego „ludzie krzyczą na niego”. Wówczas ktoś odpowiedział mu, że to z powodu jego „trzęsących się nóg”.

Późnym wieczorem Presley i jego zespół raz jeszcze zostali zaproszeni na scenę. Tym razem ponownie zaprezentowali piosenki z debiutanckiego singla oraz jak zapamiętała Marion Keisker, „I’ll Never Let You Go Little Darlin’” z repertuaru Jimmiego Wakely (Scotty Moore zapamiętał, że była to „nowa piosenka nad którą pracowaliśmy”). Widownia szalała jeszcze bardziej niż za pierwszym razem. „Uważam się za osobę powściągliwą, przynajmniej w miejscach publicznych, ale na koncercie nagle usłyszałam, że ktoś krzyczy, dosłownie zawodzi, i zdałam sobie sprawę, że to ja, ustatkowana kobieta i matka”, wyznała po latach asystentka nie posiadającego się tego dnia ze szczęścia Sama Phillipsa, Marion Keisker. „Stałam tam i wrzeszczałam, jakby mi kompletnie odbiło w tej durnej głowie”.

Występ w Overton Park Sheel nie tylko „pokazał prawdziwe sceniczne obycie (Elvisa, przyp. autor), fantastyczny luz – coś, co obecnie nazywa się charyzmą”, jak powiedziała Marion Keisker ale także otworzył przed Elvisem wiele nowych drzwi i dał nowe możliwości. Wraz ze wzrostem popytu na debiutancki singiel pojawiły się zaproszenia na występy w klubach poza Memphis oraz na najbardziej prestiżowe imprezy takie jak Grand Ole Opry w Nashville czy Louisiana Hayride w Shreveport.

Pod koniec października utwór „That’s All Right (Mama)” uplasował się na trzecim miejscu zestawienia Country Music Chart. Dzisiaj, po sześćdziesięciu trzech latach ten sam utwór wciąż uznawany jest za jeden z tych, które na zawsze odmieniły oblicze muzyki rozrywkowej. Tylko w roku 2010 magazyn Rolling Stone umieścił „That’s All Right (Mama)” Elvisa Presley’a na sto trzynastym miejscu w rankingu „Pięciuset najważniejszych piosenek wszechczasów”. „Elvis Presley był pierwszą osobą, która połączyła bluesa, country, pop i gospel na zawsze zmieniając oblicze pop kultury”. A to wszystko wydarzyło się w małym studiu SUN w Memphis, TN dokładnie sześćdziesiąt trzy lata temu.

That’s All Right, Elvis! – jak chłopak z Tupelo stał się królem rock’n’rolla

THAT’S ALL RIGHT, ELVIS!
(część 11)
Mariusz Ogiegło

MemphisPressScimitarElvis54 W poniedziałek, 26 lipca 1954, Elvis zawarł (celowo używam tego słowa) formalną umowę z SUN Records. A ponieważ artysta miał dopiero dziewiętnaście lat (według amerykańskiego prawa pełnoletność uzyskuje się po ukończeniu dwudziestego pierwszego roku życia) podpis pod kontraktem musieli złożyć za niego jego rodzice, Gladys i Vernon (podobnie zresztą rzecz miała się przy podpisywaniu dokumentu w myśl którego Scotty Moore został pierwszym menedżerem Presley’a).

Termin pierwszego profesjonalnego występu Elvisa, jak określają show w Overton Sheel, biografowie piosenkarza zbliżał się wielkimi krokami. Następnego dnia po podpisaniu umowy z przyszłą gwiazdą rock’n'rolla, 27 lipca, Sam Phillips poprosił swoją asystentkę by zabrała Presley’a do siedziby Memphis Press-Scimitar. Była to popołudniowa gazeta której Elvis miał udzielić swojego pierwszego wywiadu (pierwszego wywiadu dla prasy, warto doprecyzować).

Ta historyczna dzisiaj rozmowa (choć jak zapamiętał prowadzący ją dziennikarz ciężko było nazwać ją rozmową z uwagi na fakt iż bardzo zdenerwowany Elvis niemal na każde zadane pytanie odpowiadał “tak proszę Pana” lub “nie proszę Pana”) odbyła się w trakcie godzinnej przerwy na lunch, która przysługiwała Presley’owi w firmie Crown Electric Company. Przeprowadził ją uznany dziennikarz Howard Edwin, który o swoim pierwszym spotkaniu z Presley’am opowiadał tak: “z wyjątkiem muchy zawieszonego poniżej jabłka Adama wyglądał jakby był pracownikiem linii montażowej. Jego koszula, spodnie oraz lekka szara kurtka zupełnie do siebie nie pasowały. Jego wytynkowane, oklapłe włosy zaczesane w kaczy kuper wyglądały jakby zostały przycięte kosiarką do trawy. Także postrzępione bokobrody na jego pociągłej twarzy pokrytej trądzikiem nie zrobiły wrażenia na żadnej z kobiet pracującej w biurze. A jednak. Coś w nim było”.

Artykuł Edwina został opublikowany następnego dnia. W swoim tekście autor bardzo pozytywnie wypowiedział się na temat początkującego artysty. Już w pierwszych zdaniach zaznaczył, że “dziewiętnastoletni uczeń Humes High właśnie podpisał kontrakt nagraniowy z SUN Record Co. w Memphis a ma już płytę, która zapowiada się być największym przebojem jaki SUN kiedykolwiek wytłoczyło”. Dalej dziennikarz przybliżył pokrótce historię Elvisa – opowiedzianą w dużej mierze przez Marion Keisker, która w trakcie wywiadu wspierała (by nie powiedzieć, że wręcz zastępowała) zestresowanego i bardzo małomównego Presley’a. Na zakończenie Howard Edwin zaprosił czytelników na występ Elvisa w Overton Sheel. „Mieszkańcy, którzy w ciągu ostatnich tygodni tak często słuchali jego płyt, będą mogli zobaczyć Elvisa osobiście gdy wraz z weteranami Louisiana Hayride zostanie przedstawiony przez Disk Jockeya Boba Neala podczas piątkowego hillbilly show w Overton Park Sheel”, pisał na łamach Memphis Press-Scimitar.

CDN.

That’s All Right, Elvis! – jak chłopak z Tupelo stał się królem rock’n’rolla

THAT’S ALL RIGHT, ELVIS!
(część 10)
Mariusz Ogiegło

Kilka dni po debiucie singla „That’s All Right (Mama)” na antenie radia WHBQ do studia SUN
wpłynęło pięć tysięcy zamówień na płytę nieznanego dotąd kierowcy ciężarówki z Crown Electric
Company. Singiel nie był jeszcze wówczas nawet wytłoczony!

„’Elvisa Presley’a’. ‚Kogo?’ ‚Po tym koncercie już mnie więcej o to nie zapytasz”. Marion Keisker

Po nagraniu piosenek na debiutancki singiel Elvis Presley zaczął się gościnnie pojawiać się na
występach grupy Starlite Wranglers, która koncertowała w lokalnych nocnych klubach. Na oficjalnej stronie internetowej Scotty’ego Moore’a, który za zgodą Sama Phillipsa i Elvisa od 12 lipca pełnił funkcję pierwszego menedżera nowej gwiazdy wytwórni SUN (do jego obowiązków należało m.in umawianie
koncertów oraz dzielenie zysków. Te ostatnie w pierwszym okresie współpracy dzielono według schematu:
Elvis – 50%, Scotty i Bill po 25%), można przeczytać informację dotyczącą jednego z takich koncertów.
Elvis pojawił się 17 lipca (1954 roku, przyp.autor) jako gość specjalny Starlite Wranglers podczas ich występu w klubie Bon Air przy Summer Avenue”, czytamy. Sam muzyk natomiast na kartach książki „Scotty & Elvis. Aboard The Mystery Train” tamten wieczór wspominał tak: „w sobotni wieczór Sam (Phillips,przyp.autor) zgodnie z umową zabrał Elvisa do Bon Air. Kiedy nadszedł właściwy moment członkowie Starlite Wranglers z wyjątkiem Billa i mnie wycofali się a Elvis wszedł na scenę. Wykonaliśmy nasze dwie piosenki i Elvis usiadł. Reakcja widowni była uprzejma ale nie bardzo entuzjastyczna. Elvis poczuł się przybity”.

Po tym występie zarówno Sam Phillips jak i wszyscy obecni tego wieczora w klubie muzycy
zgodnie uznali, że młody wokalista musi pojawić się na dużej, profesjonalnie zorganizowanej imprezie i zagrać przed zupełnie inną publicznością. Takie możliwości dawał Country Music Jamboree, który
zaplanowano na 31 lipca. Koncert miał odbyć się w amfiteatrze Overton Sheel w Memphis a jego główną
gwiazdą miał być niezwykle popularny w tamtym czasie wokalista country (znany m.in z takich przebojów
jak “I’m Casting My Lasso Towards The Sky”, “Love Song Of The Waterfall” czy “Indian Love Call”), Slim Whitman.
Jednym z organizatorów tego wydarzenia był dziennikarz radia WMPS, Bob Neal, któremu kilka dni
wcześniej Sam Phillips podarował acetat pierwszej płyty Presley’a. I to właśnie do niego producent zwrócił się z prośbą o umożliwienie Elvisowi występu podczas tej prestiżowej imprezy.
Radiowiec zgodził się i włączył Presley’a do programu ale postawił warunek. Jako pierwszy musiał zapisać Elvisa do związku zawodowego. Piosenkarz bowiem nie należał do żadnego “bo takiego w SUN nie było”,jak wyjaśnia Jerry Hopkins. Związkowcy, którzy bardzo szybko się o tym dowiedzieli nie chcieli z tego powodu nawet wyrazić zgody na udział młodego wykonawcy w zbliżającym się koncercie. “Nie chcieli go wpuścić na scenę”, pisał Jerry Hopkins w książce “Elvis. Król rock’n'rolla”. “Zrobiło się straszne zamieszanie, wszyscy zaczęli zbierać pieniądze na wpisowe żeby mógł zaśpiewać”.

Sobotni występ w klubie Bon Air okazał się przełomowy pod kilkoma względami. Nie tylko
zdecydowano się na występ Elvisa na dużej (a z całą pewnością o wiele większej niż dotychczas) scenie lecz także na rozwiązanie zespołu Starlite Wranglers i stworzeniu nowej grupy. “Kiedy Sam i Elvis poszli zdałem sobie sprawę, że wszystko jest nie tak ze Starlite Wranglers”, wyznał Scotty Moore. „Doug Poindexter uważał się za lokalną gwiazdę poważnej rangi. Zarówno on jak i pozostali członkowie czuli się urażeni tym, że Bill i ja nie angażowaliśmy ich do sesji nagraniowych Elvisa. Szybko stało się jasne, że mój pomysł utworzenia Blue Moon Boys z części Starlite Wranglers był niewykonalny. Ego na bok. Istniał problem z umową”. Kontrakt, o którym Moore wspomniał w książce „Scotty & Elvis. Aboard The Mystery Train” zakładał bowiem, że wszystkie utwory skomponowane przez członków zespołu a tym samym zyski ze sprzedaży płyt, tantiemy z praw autorskich do wspomnianych kompozycji będą własnością wspólną grupy.

19 lipca do sprzedaży trafił singiel z piosenkami „That’s All Right (Mama)”/”Blue Moon Of
Kentucky”. Według gazety The Commercial Appeal pierwsza płyta Elvisa „sprzedała się w Memphis w
ilości co najmniej 6,300 krążków w niespełna trzy tygodnie
”. Na całym Południu sprzedano jej łącznie ponad dwadzieścia tysięcy egzemplarzy!

Elvis w tym czasie wciąż pracował jako kierowca ciężarówki w firmie Crown Electric Company. W
weekendy natomiast grywał ze swoim nowym zespołem w nocnych klubach. Według różnych źródeł były to
takie miejsca jak Eagle’s Nest (Scotty Moore zapamiętał, że grał w nim z Elvisem przez trzy kolejne
weekendy) czy Bon Air, w którym zyskująca coraz większą popularność grupa pojawiła się ponownie 24
lipca. Jak odnotował zresztą serwis ElvisNews ten występ chciała obejrzeć ówczesna dziewczyna Presley’a, Dixie Locke, która przebywała w tamtym czasie w Memphis. Niestety, z uwagi na jej młody wiek (według amerykańskiego prawa Locke nie była pełnoletnia) nie została na niego wpuszczona.

CDN.

Red West nie żyje…

Kompozytor, aktor, przyjaciel, członek „Mafii z Memphis” nie żyje

WestElvis Ktoś może powiedzieć – taka kolej rzeczy. Ale kiedy trzeba napisać o odejściu kolejnej osoby, która przez lata towarzyszyła Elvisowi Presley’owi to jakoś tak ciężko.. Bo w takiej chwili człowiek uświadamia sobie, że nie usłyszy już od tej osoby wspomnień, że nie dowie się od niej jak to było żyć z Elvisem, być z nim niemal każdego dnia czy to w studiu nagraniowym, czy to podczas trasy koncertowej czy podczas zwykłego dnia…
Wczoraj, 19 lipca br. w wieku osiemdziesięciu jeden lat zmarł Red West – jedna z najbardziej znanych osób w świecie Elvisa. Ze słynnym piosenkarzem przyjaźnił się od szkoły średniej. Był członkiem tzw. Mafii z Memphis. Asystował Presley’owi w filmach (w większości hollywoodzkich produkcji z udziałem króla rock’n'rolla pojawiał się na ekranie. Widzowie mogli go zobaczyć m.in w pierwszych minutach „Tickle Me”, podczas bójki w drukarni w „Live A Little, Love A Little” i słodkiej scenie z utworem „Confidence” w komedii „Clambacke”) i towarzyszył w trasach koncertowych.
Przede wszystkim jednak Red West zostanie zapamiętany jako kompozytor, autor i współautor jednych z najpiękniejszych utworów nagranych przez Elvisa Presley’a. To spod jego ręki wyszły takie klasyki jak „That’s Someone You’ll Never Forget” (z której zaczerpnąłem tytuł swojej debiutanckiej książki), „You’ll Be Gone”, „If Every Day Was Like Christmas”, „Seperate Ways” czy „If You Talk In Your Sleep”.
Oficjalnie Red West został zwolniony przez ojca Elvisa, Vernona Presley’a, za „zatargi z fanami”. Rozczarowany tą postawą West zdecydował się wraz z Dave’em Hablerem oraz swoim kuzynem, Sonnym Westem, wydać kontrowersyjną książkę „Elvis What Happened?”, która ukazała się w lipcu 1977 roku.
Red West odszedł dwa miesiące po swoim kuzynie, Sonnym Weście.

(info: Elvis Presley Forum.pl/Mariusz Ogiegło)

That’s All Right, Elvis! – jak chłopak z Tupelo stał się królem rock’n’rolla

THAT’S ALL RIGHT, ELVIS!
(część 9)
Mariusz Ogiegło

10 lipca 1954 roku o godzinie 21.30 „That’s All Right (Mama)” w wykonaniu Elvisa Presley’a po raz pierwszy popłynęło w eter. To co wydarzyło się później przeszło najśmielsze oczekiwania wszystkich… Po zaledwie kilku minutach po emisji w mieście i w studiu „rozpoczęło się lokalne trzęsienie ziemi”. W redakcji rozdzwoniły się telefony od zachwyconych słuchaczy domagających się powtórzenia piosenki. Chcąc sprostać ich oczekiwaniom w trakcie całej audycji Phillips nadał „That’s All Right (Mama)” aż czternaście razy! Ludzie dzwoniący do redakcji a z czasem gromadzący się pod hotelem („białe dzieciaki słuchały czarnej muzyki, czarne słuchały białej – nie było żadnej segregacji rasowej podczas ‘Red, Hot & Blue’ Deve’a”, napisano na jednej ze stron internetowych) chcieli wiedzieć kim jest Elvis Presley… Czy jest Biały czy Czarny? Ile ma lat? I w końcu najważniejsze pytanie – jak nazywa się rodzaj muzyki, który wykonuje? Jedyną osobą, która mogła na te wszystkie pytania odpowiedzieć był sam Elvis, który z obawy przed tym jak wypadnie w radiu… poszedł do kina na film. Na prośbę Sama Phillipsa zabrali go stamtąd rodzice i zaprowadzili do siedziby radia, w której Devey Phillips oczekiwał na niego z niecierpliwością by przeprowadzić z nim wywiad.

„Siadaj, zrobię z tobą wywiad”, zwrócił się prezenter do zdyszanego wokalisty, który pokonał drogę z kina do hotelu biegiem. „Panie Phillips, ale ja nic nie wiem o udzielaniu wywiadów”, odparł Elvis. Chwilę później dziennikarz wyjaśnił młodemu wokaliście by nie używał wulgarnych słów i odpowiadał na pytania. Przy włączonych płytach Phillips i Presley rozmawiali m.in. o szkole (prowadzący chciał uzyskać od Elvisa informację na temat nazwy szkoły do której uczęszczał by słuchacze mogli przekonać się, że jest Biały. Wielu z nich sądziło, że Elvis jest kolejnym zdolnym Czarnym wokalistą) i muzyki. Po skończonej rozmowie wciąż oczekujący na znak, który DJ miał mu dać gdy wejdą na antenę Elvis zapytał „to co z tym wywiadem?”. „Właśnie go udzieliłeś. Mikrofony były cały czas włączone”, odparł doświadczony dziennikarz. Po tych słowach Elvis zbladł…

CDN.

„Najpierw był Elvis…” – spotkanie z okazji 40.rocznicy śmierci Elvisa Presley’a

Zaproszenie do Poznania!

PoznanBiblioteka Dzisiaj nie będzie kolejnego odcinka tekstu „That’s All Right, Elvis!”. Wrócimy do niego już jutro. Dzisiaj w zamian chciałbym zaprosić Was na niezwykłe spotkanie, które odbędzie się dokładnie w czterdziestą rocznicę śmierci Elvisa Presley’a w Poznaniu.
Spotkanie „Najpierw był Elvis…” odbędzie się 16 sierpnia br. w poznańskiej Bibliotece Raczyńskich. Wezmą w nim udział wybitni goście. Legendarnego wokalistę z Memphis wspominać będą m.in Janusz Płoński, autor książki „Elvis. Dlaczego Ja Panie?” oraz filmu dokumentalnego pod tym samym tytułem. Pan Janusz jest także autorem scenariusza do kultowego polskiego serialu „Alternatywy 4″.
O wpływie Presley’a na artystów tamtej epoki, szalonych lat sześćdziesiątych, opowie żona legendarnego Krzysztofa Klenczona, lidera Czerwonych Gitar, Pani Alicja Klenczon. Przed kilkoma tygodniami do sprzedaży trafiła jej książka „Historia jednej znajomości” pełna osobistych wspomnień z czasu spędzonego u boku słynnego piosenkarza.
I cóż dodać… Jestem niezwykle dumny i szczęśliwy, że w tym niezwykłym gronie mogłem znaleźć się także i ja. W trakcie spotkania w Bibliotece postaram się przybliżyć twórczość i osobę Elvisa najlepiej jak potrafię…
Rozmowę z nami poprowadzi ceniony dziennikarz Radia Merkury, Mariusz Kwaśniewski.
Zapraszam Was więc gorąco! Spotkanie rozpocznie się o godzinie 18:00.

(Info: PTAAAK/Biblioteka Raczyńskich/Mariusz Ogiegło)