DUKE BARDWELL

„…był największym i najbardziej unikalnym piosenkarzem wszechczasów” – Duke Bardwell wspomina Elvisa
O życiu w trasie, wspólnych koncertach z Elvisem Presleyem oraz sesji nagraniowej „TODAY”

dukeimarioDuke Bardwell, popularny gitarzysta basowy. W połowie lat siedemdziesiątych dołączył do zespołu Elvisa Presleya (słynnego TCB Band), w którym zastąpił Jerrego Scheffa. Do połowy roku 1975 Duke i Elvis zagrali aż sto osiemdziesiąt jeden koncertów. Zwieńczeniem ich współpracy była sesja nagraniowa z marca 1975 roku podczas, której zarejestrowano piosenki na doskonały album TODAY – jedyny z nowymi utworami jaki nagrano tamtego roku.
Po zakończeniu współpracy z Elvisem Duke kontynuował karierę muzyka studyjnego i scenicznego z takimi gwiazdami jak Jose Feliciano czy Emmylou Harris.

Obecnie Duke pracuje nad filmem dokumentalnym „Duke & The King”, w którym chce opowiedzieć fanom o dniach spędzonych u boku Presleya. Do realizacji projektu potrzebne jest jednak wsparcie finansowe…W zamian za okazaną pomoc twórcy filmu obiecują różne atrakcyjne formy wynagrodzenia począwszy od darmowych egzemplarzy DVD z filmem „Duke & The King”, poprzez atrakcyjne koszulki promocyjne a skończywszy na możliwości nabycia praw do wyświetlania tego bardzo wyjątkowego dokumentu (więcej szczegółów na ten temat na stronie KAMPANII KICKSTARTER poświęconej DVD „Duke & The King”).

Poniżej przedstawiam bardzo obszerny fragment wywiadu, który miałem przyjemność przeprowadzić z Dukiem Bardwellem na kilka tygodni przed jego pierwszym przyjazdem do Polski, w maju 2009 roku.

Mariusz Ogiegło: Kiedy zacząłeś tworzyć muzykę?
Duke Bardwell: Zacząłem gdy miałem 7 lub 8 lat na starym czterostrunowym ukulele i gitarze.
M.O.: Kiedy i w jakich okolicznościach spotkałeś Elvisa po raz pierwszy?
D.B.: Spotkałem go pierwszy raz w RCA Studios w Kalifornii gdy poszedłem na pierwszą próbę i przesłuchanie, na które umówił mnie Ron Tutt (perkusista w zespole Presleya, przyp.M.O).
M.O.: Kiedy otrzymałeś propozycję grania na basie w zespole Elvisa?
D.B.: Po trzech lub czterech dniach grania i prób w RCA zdecydowali się wypróbować mnie pierwszy raz podczas podróży do Las Vegas w styczniu 1974 roku.
M.O.: Zagrałeś z Elvisem blisko 200 koncertów. Kilka z nich było wyjątkowych, Huston Astrodome, Memphis. Jak wspominasz te występy? Jak wyglądały trasy koncertowe z Elvisem? Czy on denerwował się przed wejściem nad scenę?
D.B.: Te dwa koncerty są osobiście moimi ulubionymi. Huston dlatego, że występował tylko zespół (sekcja rytmiczna, przyp.M.O) i wokaliści. Nie mieliśmy żadnego wyboru tylko zagrać rock’n'rolla…Memphis, ponieważ to był jego powrót na rodzinną scenę po prawie trzynastu latach. Tournee z nim było ciężką pracą, ale zwykle było fajnie…i tak…wydawał się być lekko zdenerwowany przed występami.
M.O.: Twoja współpraca z Elvisem nie ograniczała się jedynie do występów na scenie. Pracowałeś z nim również w studiu nagraniowym. Jak wyglądała praca w studio z Elvisem Presleyem?
D.B.: Dobrze się bawiłem podczas nich. Przeważnie robiliśmy sesje na żywo podczas, których nagrywaliśmy podstawowe ścieżki rytmiczne…zawierające wokalistów…czasem zostawione były jego partie wokalne, a czasem on wracał później i dogrywał fragmenty swojego wokalu. To nie był najlepszy sposób na uniknięcie pomyłek.
M.O.: Sesja podczas której zarejestrowano doskonały materiał na płytę TODAY była jedyną w 1975 roku. Jak ją wspominasz?
D.B.: Byłem odprężony bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedziałem, że nie będę z nim już zbyt długo pracował dlatego zdecydowałem się iść i dobrze się bawić…i tak zrobiłem.
ElvisPresleyTodayM.O.: Dlaczego Elvis Twoim zdaniem był tak niechętny do rejestrowania nowego studyjnego materiału w ostatnich latach swojej kariery? Był zmęczony trasami koncertowymi czy może piosenki, które mu proponowano były słabe?
D.B.: Osobiście, uważam, że nie przynoszono mu zbyt wielu piosenek, które byłyby w stanie go dotknąć, z którymi mógłby się identyfikować co w pewnym sensie pozwoliłoby uzyskać przekonujący efekt…nie…ja nie twierdzę, że te piosenki były słabe, uważam tylko, że one nie były dla niego na tym etapie kariery.
M.O.: Dużo się mówi, że Elvis źle czuł się podczas występów w Las Vegas. Wiele osób uważa, że zdecydowanie lepiej czuł się występując podczas trasy koncertowej. Jak uważasz, dlaczego tak było?
D.B.: Nie słyszałem o tym…, ale jeżeli to jest prawda to przypuszczam, że nudziła go formuła pokazu po pokazie. W Vegas nie było podekscytowania i uroku obecności nowego tłumu kiedy wchodził na scenę. W Vegas kilku fanów, szczególnie z Japonii nie opuściło ani jednego jego show…ten sam tłum…te same dobrze znane twarze od samej góry aż do dołu…na każdym występie. Uważam, że właśnie dlatego dochodziło tam do nieprzewidywalnego zachowania…nuda jest zabójcą.
elvismemphisdukeM.O.: Jak Ty jako muzyk oceniasz Presleya jako piosenkarza, muzyka?
D.B.: Jako piosenkarz uważam, że był największym i najbardziej unikalnym piosenkarzem wszech czasów. Jako muzyk, on miał wielki, naturalny słuch ale w ogóle nie znał teorii muzyki…ale potrafił przekląć gdy był pewny, że coś szło nie tak, ale jednocześnie gdyby coś szło źle dałby ci o tym znać.
M.O.: A jakim typem człowieka był Elvis Presley „za zamkniętymi drzwiami”, z dala od swoich wielbicieli, mediów?
D.B.: Mało razy miałem okazje zostać z nim sam na sam. Kiedy jednak znajdowałem się koło niego był bardzo uroczą i troskliwą osobą…miał również dobre poczucie humoru.

* Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub części wywiadu na innych stronach internetowych bez zgody autora-zabronione!
**plik audio zamieszczony w tym wywiadzie został użyty w celach promocyjnych. Od momentu ewentualnego pobrania go na dysk należy usunąć go w ciągu 24 godzin

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.