ED HILL

„…jak można traktować mega gwiazdę jak zwykłego chłopaka?” – Ed Hill o swojej przyjaźni z Elvisem
Ed Hill w ekskluzywnym wywiadzie dla bloga ELVIS: Promised Land

77ConcertEdHillElvis

Audio: Elvis przedstawia Eda Hilla (drugi z prawej-stojący) podczas koncertu w Omaha, Nebraska 19 czerwca 1977 roku. Kliknij na zdjęcie i posłuchaj jak przedstawiał go podczas show Amarillo kilka miesięcy wcześniej.

Opublikowane w ubiegły piątek na łamach gazety Tennessee Star Journal wspomnienia Eda Hilla, członka legendarnej grupy J.D.Sumner & The Stamps Quartet wzbudziły duże zainteresowanie czytelników naszego bloga.
Dlatego z tym większą przyjemnością pragnę Was dzisiaj zaprosić Drodzy Czytelnicy do lektury wywiadu, który osobiście przeprowadziłem z Edem Hillem przed kilkoma dniami.
Wokalista opowiedział w nim nie tylko o swojej przyjaźni z Elvisem ale także odsłonił kulisy tras koncertowych i legendarnej sesji nagraniowej w Jungle Room w Graceland.

Mariusz Ogiegło: Zanim zapytam Cię o Twoją współpracę z Elvisem chciałbym poznać Twoją historię. Proszę opowiedz mi jak rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką? Jakimi gatunkami muzycznymi interesowałeś się zanim rozpocząłeś pracę w kwartetach gospel?
Ed Hill: Zacząłem śpiewać muzykę gospel w wieku zaledwie ośmiu lat gdy mój ojciec, który był kaznodzieją postawił mnie na krześle i zaśpiewałem w kościele. Do pierwszego kwartetu dołączyłem mając piętnaście lat. Śpiewałem tenorem. To było w 1951 roku… Kochałem Southern Gospel (Południowy Gospel) przez całe moje życie.
Mariusz Ogiegło: Pamiętasz swój pierwszy publiczny występ?
Ed Hill: Mój pierwszy prawdziwy koncert dałem wraz z kościelnym kwartetem w Centralia w Ilionis z pierwszym składem kwartetu The Jordanaires (wówczas zespół występował w zupełnie innym składzie niż podczas późniejszej współpracy z Elvisem Presley’em, przyp.autor).
Mariusz Ogiegło: Kiedy i w jakich okolicznościach spotkałeś Elvisa po raz pierwszy? To było w latach siedemdziesiątych czy wcześniej? Jakie wrażenie zrobił tego dnia na Tobie? Słyszałeś o nim, o jego muzyce wcześniej?
Ed Hill: Spotkałem Elvisa podczas National Quartet Convention w Memphis w 1958 roku. Miałem wówczas grupę The Prophets z którą tam występowałem. Elvis siedział z boku sceny. Zawołał mnie do siebie i powiedział, że bardzo podobał mu się nasz występ na estradzie. Polubiłem go wtedy ale jeszcze bardziej gdy zacząłem z nim pracować. Był po prostu normalnym facetem.
Mariusz Ogiegło: Kiedy otrzymałeś propozycję pracy dla Elvisa?
Ed Hill: Zdecydowałem się przejść na emeryturę i poszedłem do pracy w agencji talentów JD Sumnera. Kiedy tam pracowałem JD poprosił mnie bym wypełnił miejsce barytonu w zespole do czasu aż kogoś nie znajdzie. „Nie sądzę, że on kiedykolwiek szukał kogoś innego…” . Oni już śpiewali dla Elvisa więc wiedziałem, że spotkam go ponownie…
Mariusz Ogiegło: W Twoich wspaniałych wspomnieniach publikowanych przez Tennessee Star Journal przeczytałem, że swój pierwszy koncert z Elvisem zagrałeś w Kalifornii w… 1974 roku (popraw mnie jeśli się mylę). Powiedz mi czy miałeś jakieś próby przed nim (przed rozpoczęciem współpracy z Elvisem)?
Ed Hill: Pierwszy koncert z Elvisem zagrałem w Kalifornii, w San Bernardino 10 maja 1974 roku. Musiałem nauczyć się swoich partii, które wykonywałem ze Stamps, odsłuchując koncertowych nagrań Elvisa. Nigdy nie miałem prób przed pierwszym koncertem. Słuchałem dużo i miałem nadzieję, że wszystko będzie dobrze gdy będę śpiewał podczas koncertu. Zgaduję, że sobie poradziłem ponieważ w połowie show Elvis przeszedł przez scenę, przełożył swoją dłoń na Sweets (Inspirations, przyp.autor), uścisnął moją rękę i powiedział: „Witaj na show” („Welcome to the show”).
Mariusz Ogiegło: Myślę, że każdy fan Elvisa na świecie zna słynną sekwencję wygłaszaną na koniec każdego występu: „Elvis has left the building. Thank You and Good Night” („Elvis opuścił budynek. Dziękuję i dobranoc”). Niewielu z nich jednak zdaje sobie sprawę, że to właśnie Ty ją wygłaszałeś! Proszę, powiedz mi kiedy i w jakich okolicznościach otrzymałeś propozycję kończenia koncertu w ten właśnie sposób? Czyj to był pomysł?
Ed Hill: Myślę, że w 1974 roku Al Davorn robił wszystkie te zapowiedzi dla fanów. On jeździł także na koncerty Johna Denvera. I pewnego razu ich trasy wypadły w tym samym terminie. Colonel (Pułkownik Parker, przyp.autor) powiedział Alowi – jedź ale znajdź kogoś na koncert Elvisa. Ktoś z biura Pułkownika zadzwonił do JD i poprosił go o to a ten zapytał czy ja nie mógłbym tego zrobić. „Hej, zrobisz zapowiedzi na następnym tournee”, powiedział mi wówczas JD. Nie miałem z tym nic wspólnego. Powiedziałem, że zrobię to ale pod warunkiem, że nie będę musiał wychodzić na przód sceny. Nie chciałem wychodzić, przedstawiać The Stamps a później wracać na swoje miejsce. Tak więc, staff Colonela powiedział OK -on może robić to w ten sposób.
76JungleRoomSessions
Mariusz Ogiegło: Zawsze interesowały mnie sesje nagraniowe Elvisa. Ty miałeś okazję pracować z nim w studiu nagraniowym, m.in. podczas legendarnych sesji w Jungle Room w Graceland w 1976 roku. Proszę, powiedz mi jak wspominasz pracę z Elvisem w studiu nagraniowym?
Ed Hill: Każda sesja nagraniowa jaką zrobiłem z Elvisem miała miejsce w Jungle Room. To był dość ciekawy czas. (Elvis, przyp.autor) Wyniósł wszystkie meble z Jungle Room, z tyłu domu mieliśmy ciężarówkę RCA a w pokoju były sekcje, takie jakie posiadała każda grupa. Każdy stał w swojej części a Elvis stał po środku pokoju i tak nagrywaliśmy. Dobrze się bawiliśmy z Elvisem robiąc te nagrania. Zawsze znajdowaliśmy czas by usiąść i odsłuchać tego co właśnie nagraliśmy. Śmialiśmy się a gdy komuś nie podobał się jakiś fragment robiliśmy to jeszcze raz. Elvis musiał być zadowolony z uzyskanego efektu. Robiliśmy sobie również przerwy. Wtedy Elvis nas żywił a następnie wracaliśmy do nagrań aż do czasu gdy on nie chciał ich zakończyć. Czasami był to wczesny poranek. Zawsze zaczynaliśmy około godziny dziewiątej wieczorem.
Mariusz Ogiegło: Jaką osobą był Elvis Presley prywatnie? Dla swoich współpracowników, przyjaciół? Czy rozmawiałeś z nim czasami?
Ed Hill: Kiedy dołączyłem do The Stamps JD kazał mi traktować Elvisa jak jednego z chłopaków. Zapytałem go wówczas jak można traktować mega gwiazdę jak zwykłego chłopaka? JD powiedział mi wtedy, że on tak chce. I tak było… On uwielbiał usiąść przy tobie i porozmawiać o wszystkim, szczególnie o Południowym gospel, które kochał. Któregoś dnia przyszedł do mojego hotelowego pokoju, rozłożył się w poprzek mojego łóżka i rozmawialiśmy o muzyce gospel przez około godzinę. Następnie wyszedł i powiedział, ‘widzimy się wieczorem Ed’.
Mariusz Ogiegło: Elvis i muzyka gospel. Twoim zdaniem jaką rolę odgrywała w jego życiu. Słyszałem, że czasami przed występem lub po jego zakończeniu śpiewał pieśni gospel. Czasami prosił o to także towarzyszące mu kwartety gospel. Jak myślisz dlaczego?
Ed Hill: Tak jak Ci powiedziałem. Wiem, że Elvis kochał muzykę gospel od dziecka i uważam, że nigdy od tego nie uciekł. Myślę, że kochał ją bardziej niż ktokolwiek inny. Prawie każdej nocy podczas tournee na którym było The Stamps zostawaliśmy i śpiewaliśmy z nim gospel.
Mariusz Ogiegło: Jak zapamiętałeś swój ostatni koncert z Elvisem? W jakiej formie był Elvis w jego trakcie? Pracowałeś z Elvisem na scenie przez trzy lata. Dużo mówi się o jego problemach ze zdrowiem w ostatnich latach życia. Widziałeś to lub kiedykolwiek rozmawiałeś na ten temat z Elvisem?
Ed Hill: Będąc z Elvisem ja naprawdę tego nie zauważałem. Osobiście nie zdawałem sobie sprawy z jego wyglądu aż do chwili gdy już po jego śmierci zobaczyłem go w telewizji. Wiesz to jest tak jak z naszymi dziećmi, które dorastają a my tego nie zauważamy. Wiedzieliśmy, że ma jakieś problemy zdrowotne ale zawsze myśleliśmy, że sobie z nimi poradził. Pewnego razu kiedy byłem za kulisami Elvis przyszedł do mnie i rozmawialiśmy o fanach. W pewnym momencie poprosił żebym poszedł z nim do łazienki. Powiedział, żebym wsadził swój palec w jego bok. Wszedł na około dwa cale. Tak dużo płynu było w jego ciele. Pamiętam ostatni raz w Indy (Indianapollis, przyp.autor). Przytulił nas wszystkich na pożegnanie i powiedział: widzimy się za około trzy tygodnie.
Mariusz Ogiegło: Czy kiedykolwiek byłeś w Graceland (nie licząc sesji w Jungle Room)? Jak zapamiętałeś ten legendarny dziś dom?
Ed Hill: W Graceland byłem wiele razy. Kiedy The Stamps jechali na trasę gospel do Memphis zawsze opuszczaliśmy Nashville jakieś pięć godzin wcześniej by móc zatrzymać się w Graceland. Dla Elvisa jego dom był domem w którym mieszkał przez cały czas. Czasami siadywaliśmy w Jungle Room i po prostu rozmawialiśmy, czasami spotykaliśmy się wokół stołu w jadalni. Oczywiście, przed wyjazdem we wspólną trasę śpiewaliśmy.
Mariusz Ogiegło: Kiedy i w jakich okolicznościach usłyszałeś o śmierci Elvisa? Jaka była Twoja reakcja na tą wiadomość?
Ed Hill: The Stamps i wszyscy ludzie Elvisa z Nashville czekali na lotnisku na Hound Doga II (prywatny samolot Elvisa, przyp.autor), który miał nas wszystkich odebrać i którym mieliśmy wyruszyć w trasę z Elvisem. Felton Jarvis, który był ważną osobą dla Elvisa był wtedy z nami i nagle dostał telefon. Mieliśmy swoje bagaże na zewnątrz tar max. Poszedł do biura i tam odebrał rozmowę. Kiedy wrócił powiedział, że tournee zostało odwołane i, że to była Wola Boga. Nie wiedzieliśmy dlaczego. Wróciłem do domu i wtedy zadzwoniła moja przyjaciółka mówiąc: ‘On nie żyje! Nie żyje!’. W pierwszej chwili pomyślałem, że chodzi o jej męża. ‘Bob?’, zapytałem. ‘Nie, Elvis! Włącz telewizor!’. Zrobiłem to i w ten sposób dowiedziałem się, że Elvis nie żyje. Później zadzwonił do mnie JD i powiedział, że rozmawiał z Graceland i The Stamps pojadą do Memphis następnego ranka. Wszyscy członkowie The Stamps i nasze żony pojechaliśmy więc do Memphis następnego dnia. Wszyscy byliśmy w szoku nie mogąc uwierzyć w to co się stało…
76AtConcertElvisEd
Mariusz Ogiegło: Moje ostatnie pytanie. „Elvis. Człowiek, którego nigdy nie zapomnisz”. Dlaczego twoim zdaniem pomimo upływu tylu lat ludzie na całym świecie, także tutaj w Polsce, wciąż kochają Elvisa?
Ed Hill: To trudne pytanie. Był moim serdecznym przyjacielem. Pracowałem z nim jak z przyjacielem – nie jak z artystą. Nie mogę sobie wyobrazić jak duży wpływ ma na ludzi na całym świecie, który jest większy z każdym dniem. Zawsze będę pamiętał swój czas spędzony z Elvisem na scenie, podczas nagrywania i to jakim był normalnym facetem. To jest to co jest mi szczególnie drogie… BYŁ ZNAKOMITYM ARTYSTĄ.
Mariusz Ogiegło: Ed, serdecznie dziękuję Ci za Twój czas i Twoje wspaniałe wspomnienia. To był prawdziwy zaszczyt móc z Tobą porozmawiać. Pozdrawiam Cię serdecznie w imieniu swoim i wszystkich Czytelników bloga ELVIS: Promised Land.

* Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub części wywiadu (w tym także zdjęć) na innych stronach internetowych bez zgody autora-zabronione!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.