FRANKIE AND JOHNNY – XIX wieczny musical w hollywoodzkim stylu

„Frankie & Johnny”
- XIX wieczny musical w hollywoodzkim stylu -

Mariusz Ogiegło

W roku ubiegłym miałem przyjemność gościć na kilku uroczystościach odpustowych. Jedną z niepisanych tradycji tego parafialnego święta, oprócz uroczystych Mszy świętych, procesji oraz kramów z cukierkami i zabawkami są występy lokalnych orkiestr strażackich. Po każdej tzw. Sumie odpustowej muzycy z miejscowej jednostki straży pożarnej ubrani w odświętne mundury prezentowali mieszkańcom kilka, czasem kilkanaście minut wspaniałej muzyki. Najczęściej przewijającym się tematem muzycznym podczas tych małych koncertów był stary amerykański standard „When The Saints Go March In” (czasami nawet zdarzało mi się go usłyszeć w połączeniu z innym, równie znanym – „Down By The River Side”). Zasłuchany w te niecodzienne występy przypomniałem sobie obrazek, scenę, z filmu „Frankie And Johnny” z udziałem Elvisa Presley’a, w której piosenkarz po przybiciu do brzegów Nowego Orleanu wykonał właśnie „Down By The River Side/When The Saints Go Marching In” w towarzystwie roztańczonego tłumu i orkiestry dętej.

W maju (a dokładnie w kolejną niedzielę) minie czterdzieści dziewięć lat od dnia w którym rozpoczęto pierwsze prace nad dwudziestym filmem króla rock’n’rolla, wspomnianym wyżej, „Frankie & Johnny”. Myślę sobie więc, że to doskonała okazja do tego by przypomnieć sobie zarówno historię samego filmu jak towarzyszącej produkcji sesji nagraniowej oraz zarejestrowanych podczas niej piosenek…

W studiu nagraniowym
11 maja 1965 roku w studiu filmowym Samuel Goldwyn Studios położonym na rogu ulicy Formosa Avenue i Santa Monica Boulevard w Hollywood, w Kalifornii, zorganizowano tzw. spotkanie przedprodukcyjne dotyczące najnowszej produkcji z udziałem Elvisa Presley’a. Obraz miał być remakiem dramatu o tym samym tytule z roku 1936. Wówczas role główne zagrali w nim m.in. Helen Morgan (Frankie) i Chester Morris (Johnnie Drew).

Następnego dnia po wizycie w Goldwyn Studios, 12 maja, Elvis udał się do budynku studia Radio Recorders mieszczącego się w zachodniej części Hollywood przy ulicy 7000 Santa Monica Boulevard. Na godzinę dziewiętnastą wieczorem zaplanowano w nim sesję nagraniową podczas której Presley miał zarejestrować utwory do ścieżki dźwiękowej swojego nowego filmu. Według wspomnień osób obecnych tego dnia w studiu oraz kilku biografów, piosenkarz pojawił się na niej punktualnie ale „nie był w dobrym nastroju do nagrywania”. Z tego powodu przez resztę nocy, zespół w składzie, Scotty Moore i Charlie McCoy (zagrał także na harmonijce ustnej) na gitarach, Hilmer J.”Tiny” Timbrell na gitarze rytmicznej, Bob Moore na basie, D.J.Fontana i Murrey „Buddy” Harman na bębnach oraz pracujący po raz pierwszy z Elvisem Larry Muhoberac na pianinie („było dużo nagrywania. Często nagrywaliśmy dwie lub trzy piosenki w ciągu dnia. Jedne były dobre, inne mniej. […] Większość nagrywających wówczas muzyków stanowili ludzie, którzy pracowali z Elvisem od wielu lat. Ja zastąpiłem Floyda Cramera, który był muzykiem studyjnym i stał się szybko popularny. Zadzwoniono do mnie ponieważ Floyd obywał w tamtym czasie tournee. A ponieważ byłem chłopakiem z Memphis w tamtym czasie… D.J.Fontana grał wtedy na bębnach”, opowiadał muzyk w jednym z wywiadów), pracował sam, rejestrując na taśmach jedynie kilka podkładów instrumentalnych.

W związku z tym, że wszystkie piosenki zostały zaaranżowane tak by pasowały do musicalowego charakteru popularnych w dziewiętnastym i dwudziestym wieku przedstawień odbywających się na scenach pływających po rzekach parowców na potrzeby tej ścieżki dźwiękowej zatrudniono kilkuosobową sekcję dętą. Jej obecność w studiu stanowiła znaczne odstępstwo od tego co i w jaki sposób dotychczas nagrywał słynny piosenkarz. „Posadzili nas pośrodku olbrzymiej studyjnej orkiestry. To było trochę śmieszne. Było ‘raz, dwa, trzy, poszło’ i wówczas każdy patrzył po sobie”, wspominał po latach klawiszowiec Larry Muhoberac.

W skład wspomnianej orkiestry wchodziło pięć osób: George Werth grający na trąbce, Richard Noel na puzonie, Gus Bivona (podczas sesji grał zarówno na klarnecie jak i na saksofonie) oraz John Johnson i Robert Corwin grający na tubach.

Dodatkowe wokale podczas sesji zapewnił współpracujący z Presley’em od 1956 roku kwartet The Jordanaires w składzie Gordon Stoker, Hoyt Hawkins, Neal Matthews i Ray Walker. Ponadto w nagraniach udział wzięła m.in. sopranistka Millie Kirkham oraz wokalistka Eileen Wilson. Ta ostatnia wraz z Rayem Walkerem z The Jordanaires zaśpiewała we wszystkich duetach, które znalazły się w soundtracku (na ekranie wykonuje je partnerująca Presley’owi Donna Douglas oraz Harry Morgan).

Pierwszym nagranym tego wieczora utworem była kompozycja Davida Alexandra Hessa (znanego bardziej jako po prostu Davida Hessa), amerykańskiego aktora, piosenkarza i autora tekstów, „Come Along”. Piosenka była kolejną jego autorstwa po „ I Got Stung” i „Sand Castles”, po którą sięgnął Elvis. W swoim dorobku artystycznym Hess miał także m.in. takie przeboje jak „Speedy Gonzales” zarejestrowany przez Pata Boona w roku 1962 (wówczas autor podpisał się pod nim jako David Dante) oraz „Your Hand, Your Heart, Your Love” wylansowany w latach sześćdziesiątych przez Andy Williamsa.

Ze studyjnej dokumentacji wynika, że obecny 12 maja w studiu zespół nagrał instrumentalną wersję piosenki „Come Along” (wykorzystanej później także jako piosenki otwierającej nowy film) po sześciu próbach.

Jeszcze mniej, bo zaledwie pięć podejść, muzycy potrzebowali do nagrania kolejnej kompozycji – nastrojowej ballady „Beginner’s Luck” napisanej przez Sida Teppera i Roy’a C.Bennetta (w jednym z wywiadów autor wymienił to właśnie nagranie na swojej liście najlepszych filmowych ballad Elvisa obok takich przebojów napisanych wspólnie z Sidem Tepperem jak „Puppet On A String”, „Angel” czy „Hawaiian Sunset”. „Wierzę, że nasze piosenki do filmów Elvisa utrzymywały ten wysoki poziom…”, skwitował kompozytor).

Na zakończenie pierwszego dnia prac nad nową ścieżką dźwiękową zespół zarejestrował siedem prób do wspomnianego przeze mnie we wstępie medley „Down By The Riverside/When The Saints Go Marching In”. Mix stanowił połączenie dwóch tradycyjnych melodii, które w życiu i karierze Presley’a obecne były już znacznie wcześniej. Ale po kolei…

Pierwszy z wchodzących w skład tego medley (połączenia dwóch utworów) utworów pochodzi z roku 1920 i został po raz pierwszy zarejestrowany profesjonalnie przez Fisk University Jubilee Quartet. Zespół nagrał go wówczas pod tytułem „I Ain’t Gonna Study War No More”. Był to jeden z wielu tytułów pod którymi kompozycja ta funkcjonowała na przestrzeni lat. Inne brzmiały m.in. „Down By De Ribberside”, „Ain’t Gwine To Study War No More” oraz „Ain’ Go’n’ To Study War No Mo”.

Z kolei pierwsze znane wykonanie Presley’a datuje się na 4 grudnia 1956 roku. Piosenkarz zaśpiewał wówczas „Down By The Riverside” (z oryginalnym, zupełnie innym tekstem niż na ścieżce dźwiękowej) podczas legendarnego już dzisiaj jam session (znanego jako Million Dollar Quartet)w SUN Studio, w którym udział wzięli także Carl Perkins, Jerry Lee Lewis oraz Johnny Cash.

Także początków XX wieku sięga historia drugiego z użytych w medley utworów – „When The Saints Go Marching In”. Piosenka po raz pierwszy została zarejestrowana przez grupę Paramount Jubille Singers w roku 1923 pod tytułem „When All The Saints Come Marching In”. Ich wykonanie powszechnie uznaje się za najbliższe ogólnie znanej wersji tej kompozycji.

Warto bowiem w tym miejscu zaznaczyć, że pierwsze wzmianki na temat utworu o tym tytule pochodzą jeszcze z XIX wieku, a konkretnie z roku 1896. Wówczas to nagranie zostało opublikowane aż dwukrotnie. Za każdym razem w jego opisie pojawiały się te same nazwiska kompozytorów lecz w zupełnie innej konfiguracji. Po raz pierwszy jako autora wskazywano J.M.Black’a podczas gdy już kilka miesięcy później występował on już tylko jako autor muzyki. Autorką słów była Katherine Purvis. Słusznie jednak zauważa David Neale w swojej publikacji, że nie ma żadnej pewności co do tego kiedy tak naprawdę i gdzie powstała jedna z najbardziej znanych na świecie pieśni gospel. Ponieważ nie zachowały się żadne wcześniejsze nagrania trudno dzisiaj nawet wyrokować czy opisywana powyżej pieśń była tą samą, którą Elvis zaśpiewał po raz pierwszy podczas jam session w SUN Studio w 1956 roku, a następnie na sesji podczas której rejestrowano muzykę do filmu „Frankie And Johnny” czy może była to zupełnie inna kompozycja o tym samym bądź podobnym tylko tytule…

Nową wersję tekstu oraz aranżację filmowego medley Presley’a z obiema wyżej wspomnianymi piosenkami przygotowali współpracujący z nim od wielu lat kompozytorzy, Bill Giant, Bernie Baum oraz Florence Kaye.

Pierwszy dzień prac nad ścieżką dźwiękową zakończył się po dziewięciu godzinach nagrań (z godzinną przerwą po północy – prawdopodobnie na posiłek), około godziny czwartej nad ranem. W serwisie Elvis News możemy przeczytać jednak, że Elvis, który tego dnia nie nagrał ani jednego utworu „był tam (w studiu, przyp.autor) od godziny 19.00 do 4.00”.

Kolejne nagrania zaplanowano na następny dzień, tj. na 13 maja, na godzinę 17.00 popołudniu. Presley, ubrany w czarną koszulę, żółtą marynarkę, czarne spodnie i ciemne okulary przeciwsłoneczne, zjawił się jednak w studiu znacznie wcześniej (godziny jego przybycia do studia nie odnotowują żadne książki z sesjonografią ani strony internetowe jej poświęcone) by dograć swój wokal do przygotowanych poprzedniego dnia podkładów.

Regularna sesja rozpoczęła się od nagrania ballady Boba Johnstona (w opisie piosenki raz jeszcze figuruje nazwisko jego żony, Joy Byers), „Please Don’t Stop Loving Me” skomponowanej z myślą o wcześniejszym filmie Presley’a – „Harum Scarum”. Wówczas kompozycja ta przegrała m.in. z takimi piosenkami jak „So Close, Yet So Far (From Paradise)”, „Kismet” czy „Golden Coins”. Nagrana na potrzeby filmu „Frankie And Johnny” stała się prawdziwym przebojem. Piers Beagley z Elvis Information Network w swojej recenzji płyty „Frankie And Johnny” (FTD Label) nazywa ją wręcz „kluczową dla całego soundtracku”.

Z kolei Charles K. Wolfe w broszurze dołączonej do płyty „Romantic” z serii albumów zrealizowanej przez wydawnictwo Time Life zauważa, że w latach sześćdziesiątych Elvis wykształcił swój własny, charakterystyczny styl w aranżowaniu ballad. Jego zdaniem wywodził się on bezpośrednio z tzw. „brzmienia Nashville” (org. Nashville Sound, pojęcia wymyślonego przez współpracującego z Elvisem gitarzystę Cheta Atkinsa) polegającego na zastąpieniu „pianina, gitary, grupy wokalnej bardziej tradycyjnymi skrzypcami i gitarami stalowymi”.

„Aranżacje ‘Solider Boy’, ‘There’s Always Me’, ‘Please Don’t Stop Loving Me’ i ‘Starting Today’ zostały przygotowane według tego właśnie schematu”, pisał Wolfe. „Fortepian podawał melodię (Floyd Cramer w Nashville, a w przypadku opisywanej sesji Larry Muchoberac, przyp.autor) i wspierał wokal Elvisa w strofie. W drugiej zwrotce bądź w refrenie wchodziła grupa wokalna (najczęściej The Jordanaires). Bardzo cicho i bez słowa tworząc harmonijne tło. Gitara akustyczna (najczęściej Grady Martina bądź Harolda Bradley’a) utrzymywała łatwy rytm podczas gdy bas (nie elektryczny) stanowił łącznik pomiędzy wersami (często grał na nim Bob Moore)”.

Piosenkę „Please Don’t Stop Loving Me” nagrano dopiero za dziewiętnastym podejściem. Kilka wcześniejszych prób zostało zarejestrowanych w niższej tonacji i w znacznie wolniejszym tempie niż znana z singla i płyty wersja master. Opisując jedno z tych alternatywnych podejść Piers Beagley pisał: „próba dziesiąta zamieszczona na ‘Today, Tomorrow & Forever’ (czteropłytowy box zrealizowany przez RCA/BMG w 2002 roku. Wznowiony w tym roku, przyp.autor) zawiera znakomitą gitarę i chórki. Także fortepian Larry’ego Muhoberaca został doprowadzony do perfekcji” po czym skwitował, że „w porównaniu z głucho brzmiącym oryginałem to powinien być master”.

Po skończeniu prac nad balladą „Please Don’t Stop Loving Me” zespół przystąpił do rejestracji kompozycji „Shout It Out” – jeszcze jednej piosenki napisanej na potrzeby wcześniejszego filmu Presley’a. Tym razem, jak sugeruje kilka źródeł, utwór ten został skomponowany przez Florence Kaye, Berniego Bauma oraz Billa Gianta na potrzeby obrazu „Roustabout” z 1964 roku.

Autor serwisu Elvis Information Network słusznie zauważa, że „Elvis nie czuł się komfortowo” nagrywając go. Kompletnie nie radził sobie z tekstem. Z siedmiu zarejestrowanych prób tylko jedna (!), ostatnia, była kompletna. Pozostałe to dłuższe bądź krótsze falstarty po których dało się słyszeć „przykro mi, przepraszam chłopcy, ah, ale to jedno miejsce…”.

Poziom materiału i niepowodzenia podczas prac nad nim sprawiły, że po nagraniu zaledwie dwóch piosenek Elvis po raz kolejny zrezygnował z dalszej pracy i… opuścił studio. Według wspomnień muzyków biorących udział w tej i w innych filmowych sesjach nagraniowych Elvisa, piosenkarza coraz trudniej było zaciągnąć do studia i zachęcić do nagrywania kolejnych soundtracków. „Ile razy widziałem go siedzącego tak daleko od mikrofonu jak to tylko możliwe?”, wspominał Gordon Stoker z kwartetu The Jordanaires. „Materiał był tak zły, że czuł, że nie może go zaśpiewać”.

Po wyjściu Presley’a ze studia zespół wrócił do dalszej pracy nad piosenkami do ścieżki dźwiękowej i przystąpił do rejestracji filmowej wersji utworu „Frankie And Johnny”. Jej nagranie okazało się niezwykle czasochłonne. Kompozycji poświęcono niemal cały wieczór. Stary przebój, nagrany pierwotnie w 1921 roku przez artystę wodewilowego, Ala Bernarda (zaaranżowany na nowo przez reżysera Alexa Gottlieba oraz kompozytorów Freda Kargera i Bena Weismana), podzielono na siedem części. Każdą z nich nagrano osobno – jako oddzielną ścieżkę instrumentalną do której następnego dnia wokaliści dograli swoje wokale. Wielu biografów Elvisa podkreśla, że ten sposób nagrywania znacznie różnił się od dotychczasowych metod stosowanych przez piosenkarza i jego muzyków podczas sesji nagraniowych.

Po nagraniu piosenki tytułowej członkowie zespołu zarejestrowali jeszcze tylko dwa utwory – balladę Morta Shumana i Doca Pomusa „What Every Woman Lives For” oraz bluesową kompozycję Bena Weismana i Sida Wayne’a, „Hard Luck”. Kilkadziesiąt minut później, około godziny czwartej nad ranem oficjalnie zakończono drugi dzień prac nad ścieżką dźwiękową do filmu „Frankie And Johnny”.

Następnego dnia, podobnie jak poprzedniego, Elvis pojawił się w studiu kilka godzin wcześniej niż pozostali członkowie zespołu by zarejestrować swój wokal do przygotowanych ubiegłej nocy podkładów instrumentalnych. Z zachowanych dokumentów wynika, że piosenkarz był już w budynku hollywoodzkiego Radio Recorders około godziny 17.00 popołudniu.

Pomimo iż miał świadomość tego, że utwory stoją na niskim poziomie wiedział, że jego protesty na nic się zdadzą ponieważ podpisane kontrakty i zobowiązania i tak wymuszą na nim ich nagranie. „No cóż, cokolwiek powiem i tak będą naciskać żebym nagrał tą piosenkę”, zwierzał się jednemu z członków zespołu. „Postaram się z niej coś wykrzesać”.

W przeciągu zaledwie dwóch i pół godziny (bo nagrywanie wokali zakończyło się około godziny 19:30) nagrał więc partie wokalne do trzech (pierwszej, trzeciej i szóstej) z siedmiu fragmentów utworu tytułowego oraz nagranej na zakończenie drugiego dnia sesji „What Every Woman Lives For”. Wokal do „Hard Luck” jak podaje Ernst Jorgensen, został dograny dopiero 19 maja 1965 roku w studiu Goldwyn Studios.

„Te numery filmowe […] zrobione zostały z pełną orkiestrą i sekcją rytmiczną”, tłumaczył klawiszowiec Larry Muhoberac. „Kiedy jednak przyszedł czas na pojedyncze utwory, które były wykorzystywane w filmie robiliśmy je w Radio Recorders, ponieważ jest ono bardziej intymnym środowiskiem do nagrywania. Był wówczas po prostu zespół, sekcja rytmiczna i czasami The Jordanaires”.

Czasami też, jak w przypadku pierwszej zarejestrowanej tego wieczora piosenki, „Petunia, The Gardeners Daughter” do nagrań angażowano dodatkowych wokalistów. Podczas tej sesji była nią Eileen Wilson (i choć na ekranie Elvis śpiewa ten utwór w duecie z partnerującą mu Donną Douglas to właśnie Eileen Wilson nagrała w studiu śpiewane przez nią fragmenty), gwiazda programu telewizji NBC „Your Hit Parade” (wokalistka związana była z produkcją w latach 1950-1952) emitowanego na początku lat pięćdziesiątych. Przed rozpoczęciem współpracy z popularną stacją telewizyjną Wilson występowała m.in. w radiowej wersji wspomnianego programu a także śpiewała u boku Franka Sinatry oraz z Skitch Henderson and Les Brown Orchestra (z tym ostatnim bandem związany był także jej mąż, Ray Kellogg). O swoim pierwszym spotkaniu z Elvisem Presley’em i sesji nagraniowej do filmu „Frankie And Johnny” piosenkarka mówiła z dużym sentymentem (z Elvisem pracowało się „doskonale”), choć jak przyznaje… było to dla niej dosyć specyficzne przeżycie. „Było z nim kilku chłopaków, przez cały czas, przyjaciół, wiesz. Stali wszędzie i słuchali mnie[…] to było naprawdę dziwne uczucie dla mnie. A z drugiej strony to było wspaniałe i bardzo interesujące. On był świetny. Jestem szczęśliwa, że mogłam to zrobić, zaśpiewać z nim w jednym pokoju”.

Skomponowana przez Sida Teppera i Roya C.Bennetta kompozycja była pierwszym duetem przewidzianym do nowego filmu. Prace nad nim rozpoczęły się około godziny 20:00 wieczorem (choć Ernst Jorgensen sygnalizuje w swojej książce „Platinum: A Life In Music”, że wokal do tego utworu Elvis nagrywał już kilka minut wcześniej – dogrywając ścieżki wokalne do podkładów instrumentalnych z poprzedniego dnia. „Czasami Elvis nie wskazywał konkretnie tylko wciąż ćwiczył te piosenki”, opowiadał Larry Muhoberac).

W swojej recenzji albumu „Frankie And Johnny” Piers Beagley przytoczył bardzo ciekawą historię pośrednio związaną z opisywaną piosenką a z którą zetknąłem się po raz pierwszy właśnie w jego tekście. Dlatego też zdecydowałem się podzielić nią z Wami także w tym miejscu. Wielu z nas z pewnością pamięta legendarny, wielokrotnie opisywany w książkach biograficznych, koncert Elvisa z Jacksonville na Florydzie z 13 maja 1955 roku po którym tysiące fanów niemal doszczętnie zdarło z piosenkarza ubranie (stało się tak po jego słowach rzuconych z estrady w kierunku rozentuzjazmowanego tłumu – „dziewczyny zobaczymy się w garderobie”). Podobno podczas tego samego występu, na krótko po zakończeniu swojego hitu „Baby Let’s Play House” gwiazdor miał też zażartować „hej, za dziesięć lat będę nagrywał ‘Petunia, The Gardeners Daughter’”. Wówczas nikt nie potraktował jego słów poważnie a wśród zgromadzonej publiczności rozległ się śmiech.

Słowa Elvisa okazały się jednak prorocze… Duet zarejestrowano po sześciu podejściach.

„Było dużo nagrywania”, wspominał pianista biorący udział w tej majowej sesji, Larry Muhoberac. „Często nagrywaliśmy dwie lub trzy piosenki każdego dnia. Jedne były dobre inne mniej”.

„Look Out, Broadway” nagrana chwilę po „Petunia, Gardeners Daughter” była kolejną, dobrą, piosenką, która wymagała zaangażowania dodatkowych wokalistów. Scenariusz filmu zakładał bowiem, że na ekranie piosenkarz wykona ją stojąc przy pianinie w towarzystwie partnerujących mu aktorów – Donny Douglas i Harry’ego Morgana. Żaden z wymienionych wyżej aktorów nie wziął jednak udziału w sesji a na potrzeby wersji studyjnej do nagrania zaproszono ponownie Eileen Wilson oraz członka kwartetu The Jordanaires, Raya Walkera. Jako ciekawostkę warto napisać, że w nagraniu słychać wyraźnie dwa różne wokale (w filmie jednym z nich śpiewa Donna Douglas a drugim Audrey Christie, filmowa Peg). Wszystkie źródła wymieniają podają jednak, że przy tworzeniu duetu udział wzięli jedynie wspomniani przeze mnie artyści. Nazwisko artystki, która wykonała partie Audrey Christie pozostaje nieznane…

„Everybody Come Aboard” („Wszyscy na pokład”) Billa Gianta, Berniego Bauma i Florence Kaye została użyta w finałowej scenie powstającego właśnie filmu – na krótko po nieudanym zamachu na życie głównego bohatera. Płytowa wersja tego utworu powstała na krótko po zarejestrowaniu duetu „Look Out, Broadway” a praca nad nią pochłonęła kilkadziesiąt długich minut. Z zachowanych dokumentów i materiałów wiadomo, że Elvis próbował to nagranie przynajmniej szesnaście razy (!). Pierwsze podejścia, jak pisze Piers Beagley, były bardziej „funkujące” i miały bardziej rock’n’rollowe brzmienie. Z czasem, mniej więcej około dziesiątego podejścia, muzycy zmienili jednak aranżację na bardziej jazzującą (brzmieniowo bardziej zbliżoną do zespołów występujących na parowcach rzecznych). Dzisiaj, po wydaniu na kilku albumach materiałów z sesji nagraniowych, zdania fanów piosenkarza są podzielone. Wielu z wielbicieli Presley’a uważa, że wcześniejsze próby „Everybody Come Aboard” były znacznie bardziej przekonywujące niż wybrane na wersję master podejście dwunaste…

Żadnych wątpliwości nie budziło natomiast kolejne nagranie – „Chesay”, o której Leszek C. Strzeszewski na łamach swojej książki „ELVIS” napisał tak: „w filmie było kilka dobrze zaśpiewanych piosenek, a najlepsza z nich, ‘Chesay’, oparta jest na motywach cygańskich”. Jej autorami byli producent longplay’a ze ścieżką dźwiękową – Fred Karger oraz Ben Weisman i Sid Wayne. W opublikowanej w 2004 roku recenzji płyty Follow That Dream zawierającej materiały z tej omawianej majowej sesji Piers Beagley zwrócił uwagę na nagromadzenie słów w tekście utworu co spowodowało, że Elvis „zrozumiale pogubił się kilka razy na jego początku i na końcu”. Dodatkowe pomyłki wynikały także z tego, że na ekranie Presley wykonuje „Chesay” w duecie z Harrym Morganem. W studiu jednak zdecydowano się na wersję solową i bardzo często Elvis musiał „wstrzelać” się ze swoim wokalem w odpowiedni moment nagrania. By uniknąć kolejnych błędów jeden z członków towarzyszącego mu zespołu śpiewał partie Harry’ego Morgana stojąc z dala od mikrofonu. W ten sposób zarejestrowano aż siedem podejść (warto zaznaczyć w tym miejscu, że na chwilę przed rozpoczęciem szóstego podejścia Presley zaintonował kilka wersów starego przeboju „With A Song In My Heart” Rodgersa i Harta pochodzącego z musicalu „Spring Is Here” z 1929 roku) . I ponownie, jak w przypadku wcześniej opisywanej „Everybody Come Aboard” wielbiciele piosenkarza zwracają uwagę na spore różnice w aranżacji dzielące pierwsze próby od wybranej na master próby siódmej.

Na krótko przez zakończeniem trzeciego i ostatniego dnia prac nad soundtrackiem do filmu „Frankie And Johnny” Elvis i towarzyszący mu muzycy nagrali sześć podejść piosenki tytułowej – a dokładniej rzecz ujmując jej albumowej wersji. Zarejestrowana późno w nocy (pomiędzy pierwszą w nocy a pół do piątej nad ranem) wersja była znacznie krótsza od tej nagranej 13 maja i tym razem zaśpiewana była tylko przez Elvisa (bez solowych partii innych wokalistów).

Na krótko przed godziną piątą nad ranem Elvis opuścił hollywoodzkie Radio Recorders pozostawiając na taśmach niemal (bez wokalu do bluesa „Hard Luck”) kompletną ścieżkę dźwiękową do swojego dwudziestego filmu.

Na planie filmowym
Cztery dni po zakończeniu nagrań w studiu Radio Recorders w Hollywood, 18 maja 1965 roku, oficjalnie rozpoczęto przygotowania do zdjęć do nowego filmu. Próby ze scenariuszem trwały równo siedem dni. Niejako w między czasie, 19 maja, w budynku Goldwyn Studios Elvis zarejestrował brakujący wokal do bluesowej kompozycji „Hard Luck” tym samym kończąc ostatecznie prace nad swoim kolejnym soundtrackiem.

24 maja 1965 roku w Goldwyn Studios padł pierwszy klaps na planie jubileuszowego, dwudziestego filmu z udziałem króla rock’n’rolla, Elvisa Presley’a. Obraz był zabawną komedią kostiumową rozgrywającą się na eleganckim parostatku pływającym po Mississippi. Piosenkarz wcielił się w niej w postać uzależnionego od hazardu Johnny’ego, który wraz ze swoją dziewczyną Frankie występuje podczas organizowanych na statku przedstawień. Pewnego dnia ktoś podpowiada młodemu wokaliście, że jeżeli chce przerwać swoją złą passę w kasynie powinien udać się na spotkanie z cyganką Zolitą, która przepowiada przyszłość wróżąc z liści herbaty… Zdesperowany Johnny za namową nieznajomego (i przy wsparciu finansowym swojego pianisty, Cully’ego) udaje się do cygańskiego taboru gdzie dowiaduje się, że niedługo w jego życiu pojawi się piękna rudowłosa kobieta, która odmieni jego życie. Niedługo potem na pokładzie statku „S.S.Mississippi Queen” zjawia się narzeczona menedżera parowca, Clinta Bradena, Nellie Bly. Kobieta okazuje się rudowłosą pięknością, którą Johnny traktuje jak spełnienie cygańskiej wróżby…

Autorem scenariusza, o którym Leszek C.Strzeszewski napisał że „według pierwotnych założeń miał to być dramat, ale pomimo najszczerszych chęci reżysera efekt kilkutygodniowej pracy na planie filmowym okazał się być komedią”, był Alex Gottlieb, urodzony w Rosji producent telewizyjny, który zasłynął m.in. takimi filmami jak „I’ll Take Sweden” (pierwszy film z udziałem pary znakomitych komików, Buda Abotta i Lou Costello) oraz „Susan Slept Here”, którym Debbie Reynolds odniosła swój pierwszy spektakularny sukces.

Historia przedstawiona na ekranie została zbudowana wokół starej, dziewiętnastowiecznej pieśni „Francoise et Jean” (pierwszy raz nagranej z angielskim tekstem w 1921 roku. Wcześniejsze znane wykonania takie jak „He Done Me Wrong” z 1904 roku różniły się tytułem, tekstem bądź melodią).

Losy Frankie i Johnny’ego inspirowały twórców (nie tylko filmowych) od wielu lat. Australijski fanklub Presley’a twierdzi nawet, że w filmie będącym remakiem produkcji pod tym samym tytułem z 1938 roku (wówczas w rolach głównych zagrali Helen Morgan i Chester Morris) przedstawione są autentyczne zdarzenia. Na potwierdzenie tej tezy przywołuje wspomnienie o Frankie Baker, która zastrzeliła swojego narzeczonego, Ala „Johnny’ego” Britta po tym jak nakryła go w barze w towarzystwie innej kobiety. Wydarzenie to miało miejsce naprawdę w roku 1899 w St.Louis i ponad czterdzieści lat później zostało uwiecznione przez malarza Thomasa Harta Bentona w cyklu jego obrazów „Historia społeczna stanu Missourii”.

Komedia „Frankie And Johnny” z udziałem Presley’a była ostatnim filmem jaki w swojej dwudziestoletniej karierze wyreżyserował Frederik de Cordova (Frederik Timminis „Fred” de Cordova). Pierwszy nad którym pracował nosił tytuł „To Young To Know” i został nakręcony w roku 1945 dla wytwórni Warner Brothers. Wcześniej, urodzony w 27 października 1910 roku w Nowym Jorku producent filmowy i telewizyjny, występował m.in. na deskach szkolnego teatru. Największą popularność przyniósł mu jednak realizowany od 1955 do 1956 roku dla stacji NBC talk show „The Tonight Show Starring Johnny Carson” którego de Cordova był jego producentem.

Do nowej produkcji United Artists zaangażowano oprócz samego Elvisa także kilku popularnych w tamtym czasie aktorów. Główną rolę kobiecą, tytułowej Frankie, powierzono starszej o dwa lata od Presley’a gwieździe serialu telewizyjnego „The Beverly Hillbilies” (program emitowała w latach 1962-1971 stacja CBS), Donnie Douglas. Kilku biografów Elvisa odnotowało w swoich publikacjach, że piosenkarz spędzał z aktorką dużo czasu pomiędzy kolejnymi zdjęciami. Powodem była… religia. Marie Clayton w książce „Elvis Presley – Nieznane Fotografie” pisze, że „w trakcie pracy nad filmem ‘Frankie And Johnny’ dla United Artists Elvis poświęcał wiele czasu na zgłębianie wiedzy o religiach, filozofii i okultyzmie. Grająca z nim Donna Douglas interesowała się religiami i spirytyzmem, toteż dużo czasu spędzali na rozmowach o przeczytanych książkach”.

W rolę pięknej rudowłosej Nelly Bly, która zdaniem Johnny’ego miała być spełnieniem cygańskiej wróżby i końcem jego złej passy w kasynie wcieliła się gwiazda takich filmów „Tarzan And The Valley Of Gold” (1965) i „Strangers When We Meet” (1960), Nancy Kovack.

Na planie filmowym pojawiła się także ponownie Sue Ane Langdon, zdobywczyni Złotego Globu za Najlepszą Rolę Drugoplanową dla Aktorki Telewizyjnej za rolę w serialu Arnie. Fanom Elvisa znana jednak przede wszystkim z produkcji „Roustabout” z 1964 roku w której zagrała epizodyczną rolę Madame Mijanou. We „Frankie And Johnny” aktorkę obsadzono w roli sympatycznej i nieco zakompleksionej Mitzi, przyjaciółki Frankie (Donny Douglas).

Z kolei najbardziej zapadające w pamięć męskie role wykreowali m.in. Harry Morgan (jego prawdziwe nazwisko brzmiało Harry Bratsberg), Robert Strauss i Anthony Eisly. Pierwszy z wymienionych doskonale wykreował postać charyzmatycznego pianisty i przyjaciela głównego bohatera, Cullego. Wspominając w jednym z telewizyjnych wywiadów pracę na planie „Frankie And Johnny” sędziwy już wówczas Morgan mówił: „(Elvis, przyp.autor) był bardzo miły. Zwracał się do mnie Mr.Morgan. Powiedziałem do niego ‘hej, Elvis. Mów mi Harry’. Ale minął tydzień i za każdym razem kiedy rozmawialiśmy on zwracał się do mnie Mr. Morgan. Nigdy nie nazwał mnie inaczej. Był naprawdę bardzo miły”.

Zanim aktor trafił na plan filmu z udziałem Elvisa Presley’a wystąpił w kilkunastu hollywoodzkich produkcjach. Zadebiutował w roku 1943 w westernie „The Ox Bow Incident”. Następnie zagrał w takich kasowych produkcjach jak „High Noon” („W Samo Południe”), „Historia Glena Millera” czy „How The West Was Won” („Jak Zdobywano Dziki Zachód”). Największą popularność przyniosła mu jednak rola pułkownika Shermana Pottera w serialu komediowym „M*A*S*H” kręconym dla stacji CBS od roku 1972. Morgan trafił do jego obsady trzy lata później, w roku 1975, na początku trzeciego sezonu. Z produkcją był związany przez osiem lat.

Robert Straus z kolei zagrał w nowym filmie United Artists postać mrukliwego Blackiego – prawej ręki kierownika parowca . Obraz „Frankie And Johnny” nie był pierwszym, w którym zagrał obok Presley’a. Obaj aktorzy spotkali się już trzy lata wcześniej na planie komedii „Girls! Girls! Girls!”, w której Straus zagrał krótką rolę właściciela nocnego klubu, Sama Andersona, w którym występował kreowany przez Elvisa Ross Carpenter. Swoją przygodę z aktorstwem Straus rozpoczął jeszcze w latach trzydziestych występując na Broadway’u w takich sztukach jak „Makbet” Szekspira czy „The Tempset”. W pierwszym filmie wystąpił w roku 1952. Była to komedia „Sailor Beware” w której główne role zagrali Dean Martin i Jery Lewis. Producentem tego debiutanckiego obrazu był Hal B. Wallis. „Frankie And Johnny” był z kolei przedostatnią produkcją w ponad dwudziestoletniej filmowej karierze tego doskonałego aktora (w 1953 roku nominowanego m.in. do Oscara za Najlepszą Rolę Drugoplanową). Po jej nakręceniu na dużym ekranie pojawił się jeszcze tylko raz, w roku 1975, w filmie „The Noah”.

Ostatni z wymienionych przeze mnie aktorów, Anthony Eisley, został obsadzony w roli kierownika parowca „S.S.Mississippi Queen”, na którym rozgrywa się akcja filmu. Rozkwit kariery Eisley’a (a właściwie Fredericka Glendinninga Eisley’a) przypada na lata 1959-1963 kiedy to występował w popularnym serialu telewizyjnym „Hawaiian Eye” kręconym dla stacji ABC. Aktor wcielał się w nim w postać detektywa Tracey Steel’a.

Ekipa filmowa pracowała nad filmem „Frankie And Johnny” przez równy miesiąc. Zdjęcia kręcono m.in. w Nowym Jorku, w Culver City w Los Angeles oraz w Releigh Studio położonym przy Melrose Avenue w Zachodnim Hollywood.

Wydarzenia, które miały miejsce na krótko przed zakończeniem prac nad filmem po raz kolejny pokazały niezwykłą osobowość Elvisa. Otóż, jak odnotowuje większość jego biografów, ostatniego dnia pracy na planie tj. 23 czerwca 1965 roku wokalista rozdał wszystkim członkom ekipy (aktorom i obsłudze) zegarki na rękę. W dołączonej do reedycji płyty „Frankie And Johnny” broszurze możemy przeczytać taką wzmiankę na ten temat: „ostatniego dnia zdjęć Elvis rozdał dziesiątki zegarków zaprojektowanych przez jubilera z Memphis, Harry’ego Levitcha. Wygrawerowany wzór zawierał zarówno krzyż jak i żydowską gwiazdę”.

Następnego dnia z kolei, w godzinach popołudniowych (na krótko po zakończeniu promocyjnej sesji zdjęciowej kończącej definitywnie prace nad omawianą komedią) na planie filmowym zorganizowano specjalną ceremonię w trakcie której Elvis ubrany w granatowy garnitur i białą koszulę z żabotem (ten sam, w którym we „Frankie And Johnny” wykonuje m.in. nastrojową balladę „Please Don’t Stop Loving Me”) przekazał na fundację Motion Picture Relief kwotę pięćdziesięciu tysięcy dolarów. Założona w roku 1921 przez Josepha M.Schencka organizacja charytatywna, której pełna nazwa brzmiała The Motion Picture & Television Fund miała na celu zapewnienie godziwych warunków emerytowanym aktorom filmowym i telewizyjnym, którzy pozostali bez środków do życia lub ich warunki bytowe uległy znacznemu pogorszeniu. Pieniądze przekazane przez Elvisa miały zostać przeznaczone na budowę domu dla emerytowanych gwiazd kina.

Na uroczystość zaproszeni zostali popularni aktorzy i weterani kina. W imieniu wyżej wspomnianej fundacji czek opiewający na najwyższą kwotę jaką do tej pory przekazała osoba prywatna odebrali Barbara Stanwyck (zaledwie rok wcześniej wystąpiła obok Presley’a w filmie „Roustabout”) oraz Frank Sinatra. Ponadto w studiu obecni byli także Budd Abott z niezapomnianego duetu komediowego Abott i Costello oraz Chester Conklin (amerykański aktor komediowy).

Do studia wpuszczono także grupę dziennikarzy z prasy i telewizji oraz fotoreporterów, którzy następnego dnia zamieścili na łamach lokalnych gazet krótkie sprawozdania z tego niecodziennego wydarzenia.

I właśnie z prasą i ukazującymi się w niej informacjami związana jest pewna ciekawostka… Gazeta Los Angeles Times zamieściła na swoich łamach taką krótką relację: „Elvis Presley wręczył wczoraj czek na kwotę 50,000 Dolarów dla Fundacji Motion Picture Relief– największą indywidualną dotację w całej [...] historii fundacji”. Artykuł nosił tytuł „Dotacja Presley’a” a data i miejsce jego publikacji to „Hollywood. 11 czerwca (UPI)”. Pozostaje więc pytanie czy powszechnie przyjęta data przekazania przez piosenkarza czeku dla fundacji, 24 czerwca 1965 roku, jest poprawna a lokalna prasa popełniła błąd w druku…? Czy może jednak wspomniana ceremonia odbyła się dwa tygodnie wcześniej? Warto w tym miejscu dodać także, że autorzy broszury dołączonej do płyty „Elvis Double Features: Frankie And Johnny/Paradise, Hawaiian Style” wskazują na jeszcze jedną datę – 28 lipca 1965 roku (co wydaje się być kompletnie pozbawione sensu ponieważ w tym czasie piosenkarz już od dawna nie pracował w Hollywood)…

Frankie And Johnny
Film „Frankie And Johnny” oraz towarzysząca mu płyta ze ścieżką dźwiękową cieszył się raczej umiarkowanym powodzeniem zarówno wśród fanów Elvisa Presley’a jak i oceniających go krytyków.
Zrealizowany na krótko po otrzymaniu przez wytwórnię RCA ze studia taśm z wersjami master, 1 marca 1966 roku, singiel z piosenką tytułową na stronie A oraz piękną balladą „Please Don’t Stop Loving Me” na stronie B sprzedał się zaledwie w ilości czterystu tysięcy egzemplarzy. Wspomniane piosenki natomiast dotarły kolejno do dwudziestego piątego i czterdziestego miejsca w zestawieniu Tygodnika Billboard. W opublikowanej na łamach tego magazynu recenzji z 12 marca singiel określono mianem „dwóch wyjątkowych stron Presley’a”.

Tego samego dnia co singiel (w broszurze dołączonej do CD Double Features zasugerowana jest inna data – 23 kwietnia) w sprzedaży ukazał się także longplay zawierający ścieżkę dźwiękową z jubileuszowego, dwudziestego filmu króla rock’n’rolla. W jego skład weszło dwanaście premierowych utworów – wszystkie nagrane podczas majowej sesji w Radio Recorders z 1965 roku i wszystkie pochodzące z nowej komedii. Tym razem na płycie nie znalazło się żadne nagranie dodatkowe. Specjalny upominek dla fanów piosenkarza stanowił natomiast kolorowy portret Elvisa dołączony do wydawnictwa (informowała już o nim specjalna czerwona naklejka na okładce). Sama okładka z resztą także ma swoją… zaskakującą historię. Otóż jak możemy przeczytać m.in. w broszurze dołączonej do reedycji płyty „Frankie And Johnny” wydanej w ramach kolekcjonerskiej serii FTD Label osoby odpowiedzialne za graficzną część albumu początkowo chciały wykorzystać na frontowej okładce zupełnie inną fotografię – pochodzącą z czerwcowej sesji zdjęciowej a na której obok siebie stoją Donna Douglas i Elvis rozdzieleni kołem od ruletki. Kiedy dzisiaj uważnie porówna się obie te okładki (obie są już dostępne) można zauważyć (co z resztą potwierdzają także oficjalne źródła), że ze wspomnianego wyżej zdjęcia nie tylko usunięto Donnę Douglas ale także… wycięto z niego głowę Elvisa i na to miejsce wstawiono twarz piosenkarza z innej sesji promocyjnej, wykonanej rok wcześniej na potrzeby filmu „Girl Happy”! „Po bardziej dogłębnej analizie można zrozumieć dlaczego tak postąpiono – Elvis miał lekką nadwagę”, czytamy wyjaśnienie w broszurze płyty „Frankie And Johnny” (FTD Label). „W rezultacie zdjęcie na głównej okładce jest źle zmontowane ponieważ jego głowa jest nieproporcjonalna w stosunku do reszty”.

Sama płyta rozeszła się w nakładzie dwustu pięćdziesięciu tysięcy egzemplarzy zbierając mieszane recenzje. W artykule opublikowanym na łamach magazynu Variety jeden z recenzentów napisał, że „Presley kołyszący biodrami to już bez wątpienia historia chociaż ma on szansę się odbić jednym numerem – ‘Shout It Out’ z towarzyszeniem Dixielandowskiego akompaniamentu”.

Tygodnik Billboard także wydał bardzo pozytywną opinię na temat nowej płyty określając ją mianem „jeszcze jednej wybuchowej mieszanki sprzedażowej!”.

Ostatecznie jednak nowy filmowy album Presley’a dotarł zaledwie do dwudziestej pozycji na liście Billboradu a patrząc z perspektywy czasu (i biorąc pod uwagę inne albumy Presley’a) trudno nie zgodzić się z opinią Alana Hansona, który na swojej stronie internetowej napisał, że „tuzin piosenek (który znalazł się na płycie, przyp.autor), w większości będących kolekcją ballad, standardów i utworów z epoki jest ogólnie słaby. Wyjątkami są piękna ballada ‘Please Don’t Stop Loving Me’” oraz wspomniana wyżej „Shout It Out”.

W Wielkiej Brytanii obraz „Frankie And Johnny” promował singiel z tymi samymi piosenkami co w Stanach Zjednoczonych. Ale i tam nie zdołał podbić list przebojów. Płyta dotarła zaledwie do miejsca dwudziestego pierwszego.

Na brytyjskim rynku zdecydowanie lepiej poradził sobie natomiast album ze ścieżką dźwiękową. W tamtejszym zestawieniu longplay uplasował się na wysokim jedenastym miejscu. „Soundtrack miał pewne zalety”, podsumował na łamach książki „The Elvis Archives” Todd Slaughter, prezes brytyjskiego fanklubu piosenkarza. „Elvis zaśpiewał piosenki dobrze, a te obejmowały m.in. przyjemnego bluesa ‘Hard Luck’”.

„Frankie And Johnny” trafił do kin równo miesiąc po wypuszczeniu przez wytwórnię RCA na rynek singla z piosenką tytułową i balladą „Please Don’t Stop Loving Me”, 30 marca 1966 roku (broszura dołączona do CD „Elvis: Double Features” po raz kolejny sugeruje inną datę – 31 marca 1966 roku). Premiera odbyła się w kinie Gordon Theater w Baton Rouge w Louisianie. Jak podają źródła, piosenkarz nie pojawił się na tej uroczystości.

Nowa produkcja z udziałem Presley’a nie przypadła do gustu ani poważnym krytykom filmowym ani jego fanom. „Elvis to Elvis. Śpiewa i gra jednocześnie z niewielkim wysiłkiem” napisano na łamach magazynu Variety.

Timothy Knight z kolei w książce „Elvis Presley In The Movies” (w Polsce zrealizowanej pod tytułem „Elvis Presley. Retrospektywa”) określił dwudziesty film Elvisa mianem „krzykliwej rozrywki w technikolorze” po której „nikt nie spodziewa się, że widz weźmie ją zbyt poważnie”. Ten sam autor z resztą przytacza w swojej publikacji wypowiedź Jeffa Stafforda z serwisu TCM.com, który stwierdza, że „Elvisa nie zabiły narkotyki i nadwaga tylko filmy takie jak ‘Frankie And Johnny’”…

Nieco bardziej pozytywną opinię komedia z udziałem Elvisa i Donny Douglas zyskała w oczach brytyjskich fanów piosenkarza. „Zrealizowany dla United Artists ‘Frankie And Johnny’ był tylko nieznacznie lepszy (od „Harum Scarum”, przyp.autor)”, zauważył Todd Slaughter z brytyjskiego fanklubu Elvisa. „Śpiewający bohaterowie zostali wykreowani przez Elvisa i śliczną Donnę Douglas, która oczarowała widzów w serialu telewizyjnym ‘The Beverly Hillbillies. Akcja rozgrywała się na pływającym po Mississippi parowcu […], kostiumy były kolorowe i była tam cudowna sekwencja zbudowana wokół piosenki tytułowej”, kontynuował szef angielskiego klubu. Na koniec swojej wypowiedzi Slaughter zauważył jednak, że „scenariusz położył film ponieważ zagrano go jak komedię podczas gdy jako dramat miałby znacznie większe znaczenie”.

Ostatecznie jednak promowany sloganem „Jest zabawa! Jest walka! Są fajerwerki! Gdy Elvis występuje jako Johnny!” osiemdziesięcio-siedmio minutowy film spełnił swoją rolę – przyniósł dochód w wysokości dwóch milionów dolarów i zapewnił Elvisowi czterdziestą ósmą pozycję w rankingu najlepiej sprzedających się filmów 1966 roku.

Niestety, za sukcesem „Frankie And Johnny” stał nie tyle sam film co… sprytny marketing Pułkownika Parkera i producenta Hala B. Wallisa. Alanna Nash w książce „The Colonel: The Extraoridnary Story Of Colonel Tom Parker And Elvis Presley” przytoczyła fragment listu Charlesa Boasberga, szefa Paramount Film Distributing Corp. do Hala Wallisa. Boasberg pisał w nim tak: “’Frankie And Johnny’ poległ w całym kraju i jest to drugi z rzędu nieudany film Presley’a. Gdyby nie to, że zapewnia Pan produkcję na wysokim poziomie, już byłoby po Presley’u”…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.