„Uważałem go za bardzo uprzejmą [...] i zachwycającą osobę” – Robin Luke wspomnia Elvisa!

Ekskluzywny wywiad o trudnych początkach, blaskach i cieniach muzycznego biznesu złotej ery rock’n’rolla i spotkaniu z Elvisem Presley’em. Tylko dla bloga ELVIS:

ROBIN LUKE dla ELVIS:
Rozmawiał: Mariusz Ogiegło
(Część 2)

RobinSusie W filmie „La Bamba” będącym opowieścią o życiu i karierze Ritchiego Valensa jest taka scena, w której młody piosenkarz zostaje zaproszony na nagranie do studia nagraniowego. Kiedy jedzie na umówioną sesję nagraniową jego oczom ukazuje się niewielkie pomieszczenie (wielkości małego pokoju) wyłożone wytłaczankami z jajek. Na stoliku stoi magnetofon. Valens nagrywa w nim wówczas swój wielki przebój „We Belong Together”.
Brzmi nierealnie? A jednak! W drugiej części wywiadu z Robinem Lukiem przeczytacie m.in kiedy i w jakich okolicznościach i… na jakim sprzęcie powstały jego pierwsze przeboje, w tym niezapomniane „Susie Darlin’”, które podbiło najpierw lokalne listy przebojów a następnie całe USA i Europę.
Zapraszam do lektury!

Kiedy zdecydowałeś, że będziesz się zajmował muzyką zawodowo/profesjonalnie? Kto (piosenkarz, zespół a może konkretny utwór) wówczas był dla Ciebie inspiracją? Twoja kariera zaczęła się wraz z piosenką „Susie Darlin’”, która była nie tylko wielkim przebojem w USA (piąta pozycja w zestawieniu HOT 100 Magazynu Billboard) ale także w Europie (dwudzieste czwarte miejsce na Oficjalnej Liście Przebojów w Wielkiej Brytanii). Powiedz proszę jaka jest historia tego utworu? Dla kogo lub z myślą o kim został on napisany?

W 1953 roku zostaliśmy przeniesieni na Hawaje. Po surfingu nadal grałem z chłopakami z plaży na Waikiki Beach. Nauczyłem się tam wyspiarskich rytmów i pokochałem hawajską harmonię. Nauczyłem się też hawajskiej techniki bicia i tego jak zagrać linię melodyczną na ukulele (kupiłem Martin Tenor Uke w 1956 roku).

SusieCharts Piosenkę („Susie Darlin’”, przyp.autor) napisałem właśnie w tamtym czasie (użyłem imienia mojej siostry w tytule) a w roku 1958 zostałem zaproszony na występ podczas Punahou Carnival Talent Show. Zacząłem uczęszczać do Punahou Academy zaraz po przybyciu na Wyspy w ’53.
Po występie Kimo McVay (lokalny promotor) przyszedł za scenę i zapytał mnie czy nie chciałbym zrobić nagrania?
Zarejestrowaliśmy to dla wytwórni Boba Bertrama (międzynarodowej) na przenośnym magnetofonie w jego sypialni. Za komorę pogłosową posłużyła łazienka!

Z pomocą Dja Numer Jeden na Wyspach (Toma Moffatta) piosenka była Numerem Jeden na listach przez sześć miesięcy. W tamtym okresie swój miesiąc miodowy spędzała (na Wyspach, przyp.autor) para z DOT Records (ich dystrybutor z Ohio, art. oraz Dottie Todd), która usłyszała utwór i zabrała go Randy Wooda, szefa DOT. Ci przedstawili nagranie w USA i światu a reszta jest już historią.

Moimi ulubionymi piosenkarzami byli Buddy Holly i Chuck Berry. Ulubioną grupą natomiast… The Rolling Stones. Choć nie żaden z nich konkretnie nie był dla mnie inspiracją. Na mnie wpływ miało wielu.

„SUSIE DARLIN’” – ROBIN LUKE (1958)

Zawsze interesowały mnie sesje nagraniowe i sposób w jaki powstawały te wszystkie wielkie przeboje lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Czytałem, że „Susie Darlin’” jak i inne Twoje wczesne piosenki (w tym „Livin’ Loving You”) zostały zarejestrowane w lokalnych (zaimprowizowanych jak wynika z powyższej odpowiedzi) studiach nagraniowych w Honolulu. Jak wyglądały sesje nagraniowe w tych studiach? Jakim sprzętem dysponowały?
Studiem nagraniowym była sypialnia w apartamencie (Boba Bertrama, przyp.autor) z nowym przenośnym magnetofonem Ampex posiadającym system ‚sound on sound’… nowy sposób nagrywania wielościeżkowych tracków. Mogłeś nagrać kawałek, następnie usłyszeć go w słuchawkach i śpiewać do niego. Obie ścieżki były wtedy nagrane. Niestety, nie można było powrócić do oryginalnego podkładu (ścieżki instrumentalnej, przyp.autor). W związku z tym jeśli popełniłeś gdzieś błąd musiałeś wszystko zaczynać od początku.
Apartament znajdował się obok szpitala. Nie muszę Ci więc mówić ile razy musieliśmy wszystko zaczynać od początku za każdym razem gdy tylko zawyła syrena! Nagrywaliśmy do jednego mikrofonu (marki Shure w stylu Elvisa), który zawierał siedem ‚overdubów’ (efektów), które czyniły nagranie bardziej ‚muddy’. To było to brzmienie, które jak myślałem, czyniło nagranie hitem.
Nagraliśmy wiele lokalnych przebojów w ten sposób zanim pojechałem do Hollywood nagrywać w najbardziej popularnych studiach takich jak Gold Star, United Recording etc.
Myślę, że moim pierwszym hollywoodzkim nagraniem było „Make Me A Dreamer”.

„MAKE ME A DREAMER” – ROBIN LUKE

SusieUKCharts „Susie Darlin’” była na topie w czasie gdy Elvis Presley odbywał służbę wojskową. W jednym z artykułów na Twój temat przeczytałem, że Twoim drugim singlem był wielki przebój Presley’a – „Hound Dog”. Czy to prawda? Popraw mnie jeśli się mylę.
Czytałem również, że w latach pięćdziesiątych wielu młodych piosenkarzy chciało „być jak Elvis”. Czy tak było również w Twoim przypadku? Czy podczas swoich koncertów sięgałeś po przeboje Elvisa lub proszono Cię o ich zaśpiewanie?

Nigdy nie nagrałem „Hound Dog”. Jednak kiedy występowałem w Wiedniu tamtejsza lokalna śpiewająca gwiazda poprosiła mnie żebym pojechał do jej studia i zaśpiewał drugim głosem w „Love Me”, mojej ulubionej piosence Elvisa. Chciałbym mieć kopię tego nagrania.
Na późniejszych koncertach śpiewałem też „Blue Suede Shoes” ale kto nie wykonywał tej piosenki?

Część 1 Część 3
CDN.

* Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub części wywiadu na innych stronach internetowych bez zgody autora-zabronione!
** Za pomoc w przeprowadzeniu wywiadu dziękuję Tedowi Hutchensowi

„Uważałem go za bardzo uprzejmą [...] i zachwycającą osobę” – Robin Luke wspomnia Elvisa!

Ekskluzywny wywiad o trudnych początkach, blaskach i cieniach muzycznego biznesu złotej ery rock’n'rolla i spotkaniu z Elvisem Presley’em. Tylko dla bloga ELVIS:

ROBIN LUKE dla ELVIS:
Rozmawiał: Mariusz Ogiegło
(Część 1)

RobinLuke2017Na przestrzeni kilku ostatnich lat miałem zaszczyt przeprowadzić wywiady z wieloma niezwykłymi osobami – muzykami, producentami telewizyjnymi, kompozytorami. Część z nich została opublikowana w książce „Elvis. Człowiek, którego nigdy nie zapomnisz”.
Wszystkie te rozmowy skupiały się i dotyczyły Elvisa Presley’a. Pytałem w nich o poszczególne etapy jego kariery, ciekawostki z życia prywatnego. Były to jednak wywiady dotyczące w głównej mierze tego wspaniałego piosenkarza.
Kiedy więc kilka miesięcy temu otrzymałem propozycję zrobienia wywiadu z Robinem Lukiem (na zdjęciu z roku 2016 z książką „Elvis. Człowiek, którego nigdy nie zapomnisz”) poczułem prawdziwą tremę – niczym dziecko przed pierwszym szkolnym przedstawieniem. Bardzo chciałem ten wywiad przeprowadzić ale… wtedy zrozumiałem, że jeszcze nigdy nie przeprowadzałem wywiadu z gwiazdą!
A Robin Luke bez wątpienia był i jest wielką gwiazdą tamtej niezwykłej epoki (choć zupełnie niesłusznie w Polsce zapomnianą) – złotej ery rock’n'rolla! Na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych jego przeboje takie jak „Bad Boy”, „Walkin’ In The Moonlight”, „Well Oh, Well Oh” czy „Everlovin’” śpiewała młodzież w całych Stanach Zjednoczonych. Jego hit „Susie Darlin’” w roku 1958 przebojem zdobyła piątą pozycję w zestawieniu HOT 100 Magazynu Billboard, szóstą w rankingu najlepszych nagrań rythm’n'bluesowych tego samego branżowego magazynu i dwudziestą czwartą pozycję na brytyjskiej liście przebojów.
Występował z największymi nazwiskami tamtych czasów. O co więc zapytać? Jakie pytania zadać? Po chwili namysłu (i wciąż z bijącym mocno sercem) zdecydowałem, że zapytam o rzeczy, które po prostu chciałbym wiedzieć, które zawsze mnie interesowały…
Kilka dni temu (13 kwietnia br) otrzymałem od niego list, w którym w obszerny sposób odpowiedział na pytania. W tym niezwykłym i rzadkim wywiadzie opowiedział m.in o swoich trudnych początkach, pierwszych przebojach, blaskach i cieniach muzycznego show businessu złotej ery rock’n'rolla a także o swojej przyjaźni z Ricky Nelsonem, Johnnym Cashem, drodze do kariery naukowej (obecnie Robin Luke jest wykładowcą na uczelni wyższej w Springfield) oraz… spotkaniu z Elvisem Presley’em!
Wierzę, że ten wywiad będzie się Wam podobał i przy okazji przybliży Wam twórczość tego wspaniałego artysty.

Proszę opowiedz mi coś o sobie. Kiedy i w jakich okolicznościach rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką?
Jestem synem Roberta H.Luke’a i Patricii Bulloch Luke. Moja mama była bardzo muzykalna. Mój tata pracował dla Douglas Aircroft (amerykańska wytwórnia lotnicza założona w 1921 przez Donalda Willsa Douglasa w Santa Monica w Kalifornii, przyp.autor) jako przedstawiciel działu obsługi klienta. Wymagało to od nas ciągłego przemieszczania się po całym kraju, szczególnie gdy prezentował firmę różnym liniom lotniczym. Często mieszkaliśmy w hotelu zanim znaleźliśmy dom (mieszkanie). Po przyjeździe do Atlanty zatrzymaliśmy się w Henry Grady Hotel przy Peachtree Street. Był w nim Dinner Theater a gwiazdą występującą w nim co wieczór Eddy Arnold i jego Tennessee Playboys. Sposób ich gry całkowicie mnie zadziwił. Pan Arnold grał na gitarze hiszpańskiej.
Gdy miałem pięć i pół roku moja mama uznała za właściwe nauczyć mnie gry na instrumencie. Trąbka była zbyt głośna na hotel a pianino zbyt duże. W tamte Święta Bożego Narodzenia kupiła mi więc ukulele.
Miałem też dużą kolekcję dziecięcych płyt z serii “Golden Series” zawierającej dziecięce wierszyki oraz piosenki z bajek Disneya. Akordów uczyłem się sam ponieważ chciałem śpiewać te utwory dla siebie i swoich rodziców. Mama była zdziwiona moją zdolnością uczenia się struktur akordów i śpiewania w kącie. Zdecydowała więc, że potrzebuję formalnych lekcji i na większym instrumencie. Wkrótce zaczęła rozpytywać wokoło kto jest jest najlepszym nauczycielem gry na gitarze w Atlancie. Nazwiskiem, które ciągle się powtarzało był Perry Bechtel.
Mama wsiadła więc w autobus i pojechała do centrum Atlanty by spotkać się z nim w jego studiu mieszczącym się w największym (jeśli nie jedynym) sklepie muzycznym w mieście. Kiedy jednak mama zapytała go czy nauczy mnie grać na gitarze odparł jej, że nie uczy początkujących i dodał, że sławni gitarzyści przybywają do niego z całego USA by wziąć u niego od tygodnia do miesiąca(y) lekcji. (Mama, przyp.autor) jednak nalegała tłumacząc, że sam nauczyłem się gry na ukulele i mam dobry głos. Urodzona w Irlandii była uparta i nie lubiła być odrzucana. Myślę, że chcąc się jej pozbyć (Perry Bechtel, przyp.autor) poprosił mamę by się mu przypomniała i wróciła ze mną do studia za tydzień na przesłuchanie. To ją usatysfakcjonowało. Wsiadała w autobus i wróciła do domu.

Jeszcze tego samego dnia zabrała mnie do sprzedawcy, Sears and Roebuck, żeby kupić mi mój pierwszy garnitur – Glen Plaid (marka odzieżowa, autor) z białą koszulą i czerwoną muszką. Następnie wyjaśniła mi znaczenie przesłuchania.

Tydzień później pojawiłem się u Pana Bechtela i wyczerpałem u niego cały repertuar swoich piosenek. (Mama, przyp.autor) stała z dumnie założonymi rękami a on (P.Bechtel, przyp.autor) z lekkim uśmiechem na swojej twarzy wciąż pozwalał mi śpiewać, piosenka po piosence.
Po upływie wielu minut zwrócił się do mojej mamy i powiedział, ‚Pani Luke, nauczę Pani syna jak grać na gitarze – jednakże będzie musiał grać na gitarze Gibsona’.
Wówczas przeszliśmy do właściwej części sklepu w której znajdowało się wiele różnych rodzajów gitar. (P.Bechtel, przyp.autor) podszedł do najtańszej grupy gitar Gibsona i zaczął grać na każdej z nich ostatecznie decydując, że ‚najlepszy’ będzie dla mnie model LG-2. Kiedy (mama, przyp.autor) zapytała jaki jest jego koszt odpowiedział ’80$’. Kogoś może to szokować. Mama jednak stwierdziła, że nie ma możliwości by mogła zapłacić tak dużo. Wtedy Perry zapytał właściciela czy mogłaby ona kupić tą gitarę na termin płatności wpłacając za nią dwa dolary tygodniowo.Właściciel odparł, że mając poparcie Perry’ego, mógłby na to przystać.
Wówczas mama zapytała (P.Bechtela, przyp.autor) ile będzie kosztowała ją moja godzinna lekcja tygodniowo? Ten zawstydzony odrzekł, ‚nigdy nie robiłem tego w ten sposób…. A na ile możesz sobie pozwolić?’. (Mama, przyp.autor) przeanalizowała, że skoro gitara kosztuje ją dwa dolary tygodniowo to lekcje mogą kosztować tyle samo! (P.Bechtel, przyp.autor) zgodził się i w ten sposób rozpoczął pięcioletni cykl lekcji! W ciągu tych wielu miesięcy nauczył mnie jedynie gam i czytania nut.
Jako członek ‚starej szkoły’ był partnerem Eddy’ego Peabody a później gdy instrumenty strunowe zaczęły migrować od banjo do gitary to właśnie Perry (który miał poparcie Gibsona i Martina) zasugerował Martinowi, że powinni spróbować stworzyć liczący czternaście progów gryf. Coś takiego nigdy wcześniej nie zostało zrobione. Dopiero po kilku próbach i odrzutach Pana Blechtela. To on zatwierdził tą niestandardową gitarę. Warto zauważyć, że jest on najbardziej znany właśnie z wymyślenia czternasto-progowego gryfu i że dzisiaj niemal wszystkie gitary widywane są właśnie z gryfami liczącymi czternaście progów i bazują na tamtej gitarze!
Ta gitara (o nazwie OM-28) kilka lat temu została uhonorowana przez Martina jako pierwsza w serii modeli pamiątkowych i nazwana ‚Perry Bechtel OM-28”. Jestem bardzo dumny, że jestem właścicielem (opiekunem) jednej z nich.

„POOR ME” – ROBIN LUKE (24 września 1959)

Część 2 Część 3 Część 4
CDN.

* Kopiowanie i wykorzystywanie całości lub części wywiadu na innych stronach internetowych bez zgody autora-zabronione!
** Za pomoc w przeprowadzeniu wywiadu dziękuję Tedowi Hutchensowi

Wesołego Alleluja!!!

Najlepsze życzenia dla Czytelników bloga ELVIS: Promised Land

WesołegoElvis W ciągu roku jest kilka dni kiedy świat zwalnia na chwilę. zatrzymujemy się w codziennej bieganinie i pogoni za sukcesem (szeroko rozumianym). Czas na refleksję ale i radość z chwil spędzonych w gronie osób nam najbliższych…
Tym czasem są Święta Bożego Narodzenia i bez wątpienia Święta Wielkanocne.
Pozwólcie więc, że dzisiaj, w Wielki Piątek, złożę Wam najserdeczniejsze życzenia – zdrowych (bo ono najważniejsze), spokojnych, bezpiecznych Świąt, spędzonych wśród tych, których kochacie. Niech będzie to dla Was nie tylko czas zadumy i refleksji ale także czas wypoczynku od pędzącego świata, codziennych trosk i kłopotów.
Radosnych Świąt Wielkanocnych!!!

Mariusz Ogiegło

PS. I nie zapominajcie o naszym blogu. Już jutro pierwsza część specjalnej „wielkanocnej” niespodzianki.

„Elvis Festival. 40th Anniversary” – Rzeszów w hołdzie królowi rock’n'rolla

Dzień z Elvisem na rzeszowskim rynku już w sierpniu!

Festival2017 40-ta rocznica śmierci Elvisa Presley’a zbliża się nieubłaganie. Na całym świecie z tej okazji odbędą się różnego rodzaju uroczystości, koncerty, eventy i spotkania.
Największe rocznicowe wydarzenie w Polsce będzie miało tym razem miejsce 27 sierpnia br. w Rzeszowie na tamtejszym rynku. „Szykujemy prawdziwą ucztę dla duszy i ciała„, mówi jeden z organizatorów wydarzenia Marcin Życzyński.
Na chwilę obecną program festiwalu pozostaje jeszcze tajemnicą. Kolejne jego punkty i atrakcje będą stopniowo prezentowane fanom na specjalnym profilu festiwalu na Facebooku. Z pewnością jednak w trakcie eventu nie zabraknie największych przebojów króla rock’n'rolla wyśpiewanych przez czołówkę polskich imitatorów Presley’a. „Z bogactwa twórczości naszego Idola chcemy zaprezentować przynajmniej trzy muzyczne interpretacje (rock’n'roll, country a nawet hard rock, przyp.autor) Jego utworów w wykonaniu polskich artystów„, zdradza Marcin Życzyński.
„Elvis Festival” w Rzeszowie to impreza nie tylko dla zagorzałych wielbicieli Presley’a. Adresowana jest to wszystkich, którzy po prostu chcą się dobrze bawić przy dźwiękach niezapomnianych przebojów. „Festiwal to propozycja dla całych rodzin – impreza otwarta, barwna i pełna niespodzianek również dla Najmłodszych Fanów Elvisa„, dodaje Marcin Życzyński.
Już dzisiaj wszystkich bez wyjątku gorąco zachęcam do udziału. Rezerwujcie noclegi i urlopy. To festiwal na którym nikogo nie może zabraknąć!!!
„Elvis Festival. 40th Anniversary” odbędzie się przy wsparciu Urzędu Miejskiego w Rzeszowie.

(info: Elvis Festival FB/Mariusz Ogiegło)

„Elvis Work In Progress” – Elvis ONE powraca w wielkim stylu…

… z czterema nowymi tytułami!!!

WorkInProgress3&4 Tak jak przed laty na płyty z wytwórni Madison czy Venus tak dzisiaj bez wątpienia liczne grono fanów Elvisa Presley’a oczekuje kolejnych doniesień od Elvis ONE.
Po kilkunastu tygodniach milczenia wydawnictwo powróciło na rynek aż z… czterema nowymi tytułami!Dzisiaj przybliżę Wam dwa z nich.
„Elvis Work In Progress” to kontynuacja nowego cyklu w ramach serii „The Bootleg Series”. Dotychczas w jego ramach zostały zrealizowane dwie płyty. Teraz przyszła pora na kolejne dwa krążki. Część trzecia i czwarta zawierać będą łącznie aż czterdzieści pięć nagrań Elvisa Presley’a z lat 1960-1966. Wszystkie piosenki zamieszczone na płytach to rzadkie materiały z sesji nagraniowych (wersje alternatywne, undubbed a także dema), których oficjalne wydawnictwo posiadające prawa autorskie do nagrań Presley’a, dotychczas nigdzie nie zrealizowało.
Wszystkie utwory zaprezentowane na płytach zostały zamieszczone w najlepszej dostępnej jakości dźwięku.
Do krążków dołączone będą specjalne broszury wypełnione informacjami na temat utworów oraz zdjęciami Elvisa.

Tracklista:
Elvis Work In Progress – Volume 3
Night Life (Take 14 / Unedited) – Never Say Yes (Alternate Take 3 & 6) – Adam And Evil (Alternate Take 2, 3 & 6) – Summer Kisses, Winter Tears (Alternate Take 21-23) – Fools Fall In Love (Take 5, Rehearsal) – Somebody Bigger Than You And I (False Start Take 15 & Alternate Take 16) – How Great Thou Art (Alternate Take 1 & 3) – Stand By Me (Alternate Take 1, 3 & 4) – Somebody Bigger Than You And I (Workpart Take 1 & 2) – Stand By Me (Alternate Take 8) – Wild In The Country (Alternate Take 3 – 6) – I Slipped, I Stumbled, I Fell (Alternate Take 4 & 6) – Wild In The Country (Alternate Take 7) – Summer Kisses, Winter Tears (Alternate Take 24) – Do The Vega (Take 7 / Unedited) – City By Night (Binaural Master) – Adam And Evil (Alternate Take 7-9) – The Yellow Rose Of Texas / The Eyes Of Texas (Take 9 / Unedited) – Adam And Evil (Alternate Take 11) – You Gotta Stop (Backing Track) – Indescribably Blue (Red West) – Indescribably Blue (Red West / Edit)

Elvis Work In Progress – Volume 4
It Won’t Be Long (Binaural Master) – Adam And Evil (Alternate Take 10) – Easy Come, Easy Go (Binaural Master) – Adam And Evil (Alternate Take 12 & 13) – Wild In The Country (Alternate Take 8) – Summer Kisses, Winter Tears (Alternate Take 25) – Britches (Vocal Overdub, Take 6) – Wild In The Country (Alternate Take 9) – Somebody Bigger Than You And I (Alternate Take 1 & 2) – Somebody Bigger Than You And I (Workpart, Take 3 & 4) – Where No One Stands Alone (Alternate Take 4 & First False Start Take 2) – Somebody Bigger Than You And I (Alternate Take 6 & 7) – Summer Kisses, Winter Tears (Binaural Master) – Flaming Star (Binaural Master) – In My Way (Solo, Alternate Take 3 & 7) – Wild In The Country (Alternate Take 15) – Adam And Evil (Alternate Take 15 & 17) – Old MaCDonald (Binaural Master) – Somebody Bigger Than You And I (Workpart, Take 6) – Britches (Instrumental Take 1) – I’ll Remember You (Red West) – If Everyday Was Like Christmas (Red West) – If Everyday Was Like Christmas (Red West / Original Single Version)

(info: Elvis Club Berlin/Day By Day/Mariusz Ogiegło)

„All Right OK You Win”, czyli rzadkie koncertowe nagrania Elvisa Presley’a…

… i ich historia. (Część 6)

DannyBoyStory Rozmawiając z muzykami czy wokalistami z kwartetów współpracujących z Elvisem bardzo często słyszałem, że Presley potrafił nagle przerwać koncert i jego ustalony program by… zrealizować prośbę fanów będących danego dnia na widowni. Wprawiał tym jednocześnie w zachwyt swoich wielbicieli i… w zakłopotanie zespół towarzyszący mu na scenie. Niejednokrotnie były to bowiem piosenki, których nigdy nie ćwiczył ze swoimi instrumentalistami, stare przeboje, które fani pamiętali z jego filmów czy też aktualne przeboje, które chcieli usłyszeć w jego wykonaniu.
Taka właśnie sytuacja miała miejsce w czerwcu 1976 roku kiedy z widowni padła prośba o… balladę z ostatniego longplaya Presley’a – „From Elvis Presley Blvd. Memphis, Tennessee”. Elvis nie mógł jej zaśpiewać ponieważ nigdy jej ćwiczył. Dlatego zaproponował na jej miejsce inną, także zamieszczoną na wspomnianym albumie…
Historia utworu „Danny Boy” sięga jeszcze dziewiętnastego wieku. Zapis jego melodii po raz pierwszy został opublikowany w roku 1855 w „The Petrie Collection Of The Ancient Music Of Ireland” Georga Patrie (irlandzkiego malarza, muzyka i antykwariusza). Kompozycja, z uwagi na wzmiankę o mieście Londonderry, znana była przez pewien czas jako „The Londonderry Air”.
Słowa do niej napisał angielski prawnik i autor tekstów, Fred Weatherly. Opowiadały one o dziewczynie trwającej przy grobie swojego zmarłego chłopaka i opowiadającej mu o grających dudach w dolinie i o zmieniających się porach roku. Zapewnia go, że wciąż go kocha i będzie przy nim ciągle trwać. Wyraża ona również nadzieję, że gdy umrze i zostanie pochowana on znajdzie jej grób, przyklęknie przy nim, zmówi za nią modlitwę i wyzna, że ją kocha…
Pierwsza, nieudana, próba zarejestrowania „Danny Boy” miała miejsce we wrześniu 1915 roku. Ernestine Schumann-Heink występujący w New York Metropolitan Opera nagrał utwór dla wytwórni Victoria. Pierwszy master jednak został nagrany dwa lata później, 26 września 1917 roku, przez tego samego wokalistę w Camden w stanie New Jersey. Nagranie zrealizowała wytwórnia Victoria na dwunastocalowej płycie.
Tyle historii. A wracając do Elvisa… „Danny Boy” było jednym z jego ulubionych nagrań. Sięgając do archiwum muzycznego można usłyszeć m.in jak wykonywał je siedząc przy pianinie w domu przy Goethestrasse 14 w Bad Nauheim podczas odbywania służby wojskowej w Niemczech, intonującego tą balladę podczas prób do programu „NBC TV Special” w roku 1968″ i w końcu… przeczytać o tym, że „Danny Boy” było jednym z dwóch ostatnich utworów zaśpiewanych przez Elvisa kiedykolwiek… na kilka godzin przed śmiercią w Graceland. Piosenka została także wykonana na jego pogrzebie…
SherillElvisDannyBoy O sentymencie jakim Presley niewątpliwie darzył tą kompozycję może świadczyć fakt, że w trakcie swoich występów na żywo wielokrotnie, szczególnie na ostatnim etapie swojej kariery, prosił o jej zaśpiewanie Sherill Nielsena. Pomiędzy 8 maja 1976 roku a 23 czerwca 1977 roku członek grupy gospel Voice wykonał ją aż dwadzieścia siedem razy!
A Elvis? Elvis Presley swoją ulubioną balladę zaśpiewał tylko… dwa razy (w tym raz w całości)!
Po raz pierwszy zaprezentował fragment tej wzruszającej piosenki 22 kwietnia 1973 roku podczas show w Phoenix w Arizonie.
Po raz kolejny i ostatni jego fani mogli usłyszeć „Danny Boy” 1 czerwca 1976 roku w Tucson w Arizonie. To właśnie wówczas ktoś z dziesięciotysięcznego tłumu fanów zebranych na widowni poprosił Elvisa o zaśpiewanie „The Last Farewell” z płyty „From Elvis Presley Blvd. Memphis, Tennessee”. Piosenkarz wyjaśnił jednak, że nigdy nie ćwiczył tej ballady ze swoim zespołem i zaproponował na jej miejsce „Danny Boy”. Utwór wykonał w całości. I było to jedno z tych wykonań obok których nie można przejść obojętnie… zaśpiewane z olbrzymim ładunkiem emocjonalnym i pasją w głosie, która nawet dzisiaj, ponad czterdzieści lat od tamtych wydarzeń, powoduje dreszcze i ciarki na całym ciele… Posłuchajcie!

„DANNY BOY” – ELVIS PRESLEY (LIVE, 1 CZERWCA 1976. TUCSON)
„DANNY BOY” – SHERILL NIELSEN (Z KONCERTU ELVISA PRESLEY’A Z 30 MARCA 1977 ROKU. ALEXANDRIA)
„DANNY BOY” – ELVIS PRESLEY (NAGRANIE Z PRÓBY DO PROGRAMU „NBC TV SPECIAL”. 25 CZERWCA 1968)

(info: David Neale/Wikipedia/Elvis In Concert/YouTube/Mariusz Ogiegło)

„The Signature Collection – 40th Anniversary Edition” – box z singlami Elvisa Presley’a

Największe przeboje króla rock’n'rolla na… singlach!

Francuskie wydawnictwo VPI Label zrealizuje specjalny limitowany box z singlami Elvisa Presley’a. Produkt zawierający dziesięć tematycznie podzielonych płyt („Rock’n'roll”, „Classique”, „Films”, „Live”, „Ballads”, „Blues”, „Gospel”, „SUN”, „Country” i „Noel”) zostanie zrealizowany z okazji przypadającej w sierpniu czterdziestej rocznicy śmierci króla rock’n'rolla.
Każdy krążek CD będzie wierną repliką oryginalnego singla i zawierać będzie aż osiem piosenek – cztery wersje master i cztery wersje alternatywne. Każdy utwór został poddany drobiazgowemu remasteringowi.
Nad całością projektu czuwał Jean-Marie Pouznec, szef francuskiego fanklubu Elvisa Presley’a „My Happiness”.
Do sprzedaży trafi tylko… czterysta egzemplarzy.

(info: Day By Day/Mariusz Ogiegło)