VIVA LAS VEGAS – Viva Elvis! Viva Ann Margret i…przebój wysłany na Księżyc

VIVA LAS VEGAS
- Viva Elvis! Viva Ann Margret!…i przebój wysłany na Księżyc –
Mariusz Ogiegło

Wśród wszystkich trzydziestu jeden fabularnych filmów z udziałem Elvisa Presley’a jest jeden, który darzę szczególnym sentymentem. I to nie ze względu na wyjątkowe piosenki, ciekawą fabułę, piękne plenery czy partnerujących piosenkarzowi aktorów (choć te wszystkie czynniki bez wątpienia przyczyniły się do olbrzymiego sukcesu filmu). „Viva Las Vegas” bo o tym filmie mowa był pierwszym filmem z udziałem Presley’a jaki kiedykolwiek zobaczyłem (kilka dni wcześniej oglądałem tylko emitowany chyba na TVP2 dokument „Wielkie występy Elvisa”). To była druga połowa lat dziewięćdziesiątych. Chodziłem jeszcze do szkoły podstawowej a na temat samego króla rock’n’rolla wiedziałem tylko tyle ile napisano w polskich kolorowych magazynach. „Viva Las Vegas” pokazano w polskiej telewizji publicznej o ile dobrze pamiętam z okazji dwudziestej rocznicy śmierci Presley’a. Na emisję komedii czekałem z olbrzymią niecierpliwością. Skrupulatnie zbierałem wszystkie wycinki z gazet i programów telewizyjnych informujących o filmie (mam je do dnia dzisiejszego). Sam film natomiast nagrałem na kasetę VHS (tak, to były jeszcze czasy kaset VHS i taśm magnetofonowych) by później oglądać go nawet kilka razy w miesiącu…

Fot. „Viva Las Vegas” był pierwszym filmem z udziałem Elvisa
jaki kiedykolwiek zobaczyłem. Prace do niego ruszyły równo
pięćdziesiąt lat temu…

Wówczas nie wiedziałem jeszcze, że obraz „Viva Las Vegas” był obok „Blue Hawaii” jednym z najpopularniejszych filmów z udziałem Elvisa Presley’a. Nie wiedziałem też, że w latach sześćdziesiątych (a szczególnie w okresie powstawania filmu) głośno było w mediach o rzekomym romansie pomiędzy Elvisem a partnerującą mu na ekranie Ann Margret. Nie wiedziałem też, że jedna ze scen z tego filmu podobno została wysłana… na Księżyc!

„Viva Las Vegas” nakręcono dokładnie pięćdziesiąt lat temu, w roku 1963. Wiem, że może trudno będzie Wam w to uwierzyć ale napisanie tego artykułu odkładałem już od połowy ubiegłego roku. Mam nadzieję, że teraz uda mi się w sposób interesujący a przy tym w miarę dokładny przybliżyć historię „mojego pierwszego filmu” z Elvisem. Oto ona…

W studiu nagraniowym
Sesję nagraniową ścieżki dźwiękowej do kolejnego, jubileuszowego, piętnastego filmu z udziałem Elvisa zorganizowano w Radio Recorders w Hollywood. Studio zarezerwowano na trzy dni, 9, 10 i 11 lipca 1963 roku (zaledwie sześć tygodni po sesji nagraniowej w Nashville). Do udziału w nagraniach zaproszono muzyków na stałe pracujących z Elvisem. Na gitarach zagrali: Scotty Moore, Billy Strange i Hilmer J ‘Tiny’ Timbler, na basie Bob Moore, na bębnach: D.J.Fontana i Murrey ‘Buddy’ Harman, na pianinie: Dudley Brooks i Floyd Cramer na organach Homer ‘Boots’ Randolph (kojarzony głównie z porywającymi solówkami na saksofonie) oraz na trąbce Oliver Mitchel. Dodatkowy wokal zapewnił zespół The Jordanaires w składzie Gordon Stoker, Neal Matthews, Hoyt Hawkins i Ray Walker. Nad przebiegiem nagrań czuwał inżynier dźwięku Dave Weichman oraz dyrektor muzyczny z wytwórni MGM, George Stoll. Według dokumentacji studyjnej pierwsze nagrania zostały dokonane kilka minut po godzinie siódmej wieczorem.

Pierwszy dzień prac nad muzyką do nowego filmu rozpoczęto od zarejestrowania kompozycji Billa Gianta, Berniego Bauma i Florence’a Kaye, „Night Life”.

Wielu biografów Elvisa zgodnie zauważa, że w roku 1963 zaczęły się pojawiać coraz większe kłopoty z zebraniem utworów na nowy album czy ścieżkę dźwiękową kolejnego filmu. Tempo pracy jakie narzucił wokaliście jego menedżer Pułkownik Parker i ‘Hollywood’ (w szerokim znaczeniu tego słowa) sprawiły, że kompozytorzy mieli coraz mniej czasu na napisanie nowych piosenek a osoby odpowiedzialne za zebranie utworów na daną sesję na ich skompletowanie. Poziom kompozycji był coraz słabszy a żeby zaspokoić popyt producenci zmuszeni byli posiłkować się coverami starych przebojów bądź utworami napisanymi przez najbliższych współpracowników Elvisa.

Fot. Piosenka „C’mon Everybody” była jedną z najlepszych w całej ścieżce dźwiękowej a scena, w której Elvis i Ann Margret wykonują ją wspólnie na scenie przeszła do historii.

„Night Life” zostało napisane przez trzech autorów od kilku lat piszących dla Presley’a. Nie zachowało się jednak zbyt wiele materiałów obrazujących proces rejestrowania tej kompozycji. Do dzisiaj wydano zaledwie jedno alternatywne podejście (numer trzy), o którym Piers Beagley z Elvis Information Network pisze, że „Elvis wiedział, że to nie będzie master” (w pewnym momencie pomylił słowa piosenki ale pomimo to doprowadził je do końca). Wersję finałową jak wynika z dokumentacji zarejestrowano dopiero po czternastu próbach.

Następnym nagranym tego wieczora utworem było „C’mon Everybody” autorstwa Donalda Williama Roberta ‘Boba’ Johnstona, amerykańskiego producenta płytowego, który pod większością utworów podpisywał się nazwiskiem swojej żony – Joy Byers. Piosenka z pozoru łatwa przysporzyła muzykom sporo problemów podczas nagrania. Zespół poświęcił długie minuty na „zrozumienie trudnych odstępów” pomiędzy kolejnymi zwrotkami. Budowa utworu sprawiła, że niezbędne stało się znalezienie klucza (w tym przypadku określonej liczby uderzeń w bęben taktowy) dzięki któremu Elvis mógł w odpowiednim momencie wejść w nagranie ze swoim wokalem. Ostatecznie piosenkę nagrano po pięciu próbach (ostatnie opisano jako master) lecz jak możemy przeczytać we wspomnieniach z sesji Elvis nie był zadowolony z osiągniętego rezultatu (dał temu wyraz dzień później podczas nagrywania wersji filmowej). Po jednym z podejść (konkretnie trzecim) muzycy zaimprowizowali bluesowe zakończenie. Niestety, w dalszym procesie nagrywania z pomysłu tego zrezygnowano…

Jednym z autorów kolejnej piosenki był wieloletni współpracownik Elvisa i jego osobisty ochroniarz i przyjaciel – Red West (jego prawdziwe imię brzmi Robert Gene West). Utwór „If You Think I Don’t Need You” skomponował we współpracy z Joe Cooperem. Jak wspominał w jednym z wywiadów „próbowaliśmy zrobić coś w stylu Raya Charlesa”. Ich kompozycja pierwotnie nie powstała z myślą o Presley’u lecz o mającym się wkrótce ukazać na ekranach telewizorów w USA nowym programie muzycznym stacji ABC, „Shindig”.

Fot. Podczas nagrania „If You Think I Don’t Need You” Elvis i towarzyszący mu zespół świetnie się bawili. Piosenkę nagrano dopiero po kilkunastu próbach.

Sam Elvis poświęcił na zarejestrowanie tego utworu kilkadziesiąt minut. „Pierwsze podejście zostaje przerwane zaledwie po minucie, a Elvis wybucha śmiechem ‘Whoo, chwilę’”, relacjonuje Piers Bieagley w swojej recenzji. Pomimo iż już pierwsza próba brzmiała bardzo dobrze muzycy potrzebowali na nagranie „If You Think I Don’t Need You” aż trzynastu podejść (ostatnie zostaje dopiero opisane jako wersja master)! Przesłuchując jednak dosyć licznie zachowane materiały z przebiegu rejestracji tego utworu można odnieść wrażenie, że wszyscy obecni w studiu pomimo ciężkiej pracy świetnie się bawili podczas pracy nad kompozycją Reda Westa.

Prawdopodobnie następną piosenką na liście przeznaczoną do nagrania tego wieczoru było „Viva Las Vegas” Doca Pomusa (a właściwie Jorome Solon Felder, bo tak brzmi jego prawdziwe nazwisko) i Morta Shumana. Do pracy nad nią przystąpiono tuż po skończeniu maratonu nad utworem „If You Think I Don’t Need You”. Autor książki „Lonely Avenue: The Unlikely Life and Times Of Doc Pomus”, Alex Halberstadt napisał w jednym ze swoich tekstów: „Doc napisał w swoim życiu ponad tysiąc piosenek, i pisał najróżniejsze rodzaje utworów. Mógł napisać piosenki, które były bardzo mroczne a mógł napisać piosenkę taką jak ‘Viva Las Vegas’, która była jakby dopasowana do indywidualnych potrzeb filmów z udziałem Elvisa”.

Jako ciekawostkę warto w tym miejscu wspomnieć, że Doc Pomus, który był autorem aż dwudziestu pięciu piosenek nagranych przez Elvisa nigdy się z nim nie spotkał. „Tylko rozmawiali ze sobą kilka minut przez telefon. Elvis zadzwonił do niego późną nocą by przekazać mu instrukcje dotyczące sesji nagraniowej na początku lat sześćdziesiątych. Doc nawet nie wiedział z kim rozmawiał” czytamy we wspomnieniach Josha Alana Friedmana. Kompozytor przez całe życie zabiegał o możliwość chociaż krótkiego spotkania z jednym ze swoich „najlepszych klientów”. W roku 1974 udał się do hotelu Hilton na konferencję prasową Elvisa, ale nie został na nią dopuszczony przez Pułkownika Parkera (z którym doskonale znał się z poprzednich lat). Wówczas poprosił o interwencję ojca piosenkarza Vernona, ten jednak odparł, że Elvis byłby na pewno bardzo szczęśliwy mogąc go poznać ale… właśnie opuścił hotel. Kolejne spotkanie udało się umówić dopiero trzy lata później, w 1977 roku. Niestety na tydzień przed datą umówionej wizyty… Elvis Presley zmarł.

Fot. Pierwsza wersja utworu „Viva Las Vegas” znacznie różniła się od dobrze wszystkim znanej z filmu i płyty wersji master.

Wracając jednak do utworu „Viva Las Vegas”… Nagrana tego wieczoru wersja czasami określana jest jako ‘akustyczna’ a w dokumentach z sesji figuruje jako ‘tryout’ czyli próba. Niezaprzeczalny jest jednak fakt, że pierwsze podejście do tego przeboju (niekompletne z resztą bo Elvis przerywa je tuż po drugim refrenie) bliższe jest oryginalnemu nagraniu z płyty demo (jest niemal jego kopią) dostarczonej do studia przez kompozytorów niż do późniejszej wersji master. „Kompletnie inne niż na singlu”, pisze Piers Bieagley w recenzji albumu „Silver Screen Stereo”, „z lekko brzmiącym pianinem i bez dynamicznej perkusji wydaje się być świetną wersją pod napisy końcowe filmu”. Nagranie w takiej postaci nigdy nie zostało jednak ukończone. Prace nad „Viva Las Vegas” odłożono na następny dzień. Około godziny piętnaście po czwartej nad ranem zakończono pierwszy dzień prac na ścieżką dźwiękową.

Po godzinie jedenastej wieczorem zarządzono kilkudziesięciominutową przerwę. Jak wynika z dokumentów, do nagrań muzycy wrócili dopiero około północy. W tym czasie do zespołu dołączyła sekcja dęta w osobach Jamesa Zito (grającego na trąbce) oraz Herba Taylora i Randalla Millera grających na puzonach.

Fot. Scena z utworem „The Climb” zapisała się w historii. W filmie Elvisa po raz pierwszy (i ostatni) pojawił się czarny kwartet gospel. Piosenkę nagrał jednak George McFadden (z Jubille Four) z towarzyszeniem grupy The Jordanaires

Jednym z pierwszych nagranych utworów był „The Climb” („Wspinaczka”) Jerrego Leibera i Mike’a Stollera. Autorzy pierwszych książek sesjonograficznych (w tym nawet Ernst Jorgensen) poświęconych Elvisowi nie wspominali o tym nagraniu (lub robili to bardzo rzadko). Powodem tego był fakt, że piosenkę wykonuje nie Elvis lecz George McFadden (Georgie „Biggie” McFadden był jednym z współautorów utworu „Bosom Of Abraham” nagranego przez Elvisa w 1971 roku na potrzeby płyty „He Touched Me”) z kwartetu The Jubilee Four (znanym też pod nazwą The Forte Four). Piosenkę pierwotnie wylansowała grupa The Coasters. Ich wykonanie ukazało się we wrześniu 1962 roku na jednym z singli grupy.

W różnych źródłach podaje się różną rolę jaką odegrał Presley podczas tworzenia studyjnej wersji „The Climb”. Jedne podają, że był jedynie producentem nagrania, a inne (i tych jest zdecydowana większość) sugerują, że wraz z grupą The Jordanaires stworzył tło wokalne dla McFaddena. Piosenkę nagrano po dziewięciu podejściach (chociaż w niektórych opisach sesji trzecia próba już opisywana jest jako ‘alternatywna wersja master’). Po latach krytycy muzyczni i fani doszukali się w tym nagraniu (a może przede wszystkim w scenie, w której utwór się pojawia) historycznego znaczenia. W filmie George McFadden pojawia się wraz ze swoją grupą gospel The Jubille Four. W jednym z komentarzy do tej sceny, do którego udało mi się dotrzeć wyczytałem, że „wykonanie tego przez Georg’a McFaddena i The Jubille Four w ‘Viva Las Vegas’ sprawia, że film ten jeszcze bardziej zapada w pamięć ponieważ jest to pozornie jedyna okazja do zobaczenia afro-amerykańskiego kwartetu gospel, który zaszczycił swoją obecnością film z udziałem Elvisa, razem ze swoim wyjątkowym muzycznym talentem”.

Historia następnego nagranego tej nocy utworu (choć bardziej poprawną formą byłoby napisanie utworów), podobnie jak w przypadku włoskiej „Santa Lucia” pochodziła sprzed niemal wieku. Medley lub mix dwóch kompozycji „Yellow Rose Of Texas” i „The Eyes Of Texas” bo o nim mowa, nagrano po dziewięciu próbach (przebieg prac nad tą kompozycją znamy jedynie z opisów w studyjnych dokumentach ponieważ pomimo licznych reedycji płyty „Viva Las Vegas” do dnia dzisiejszego nie wydano żadnej z tych prób, poza wersją master). Pierwszy z utworów składających się na ten mix został napisany w roku 1853 przez niejakiego (lub niejaką) J.K (ten inicjał to niestety wszystko co do dzisiaj wiadomo na temat autora tego nagrania). W okresie Wojny Secesyjnej „Yellow Rose Of Texas” („Żółta Róża z Teksasu”) stała się bardzo popularna za sprawą Generała Konfederatów, Johna Hooda. Z jego powodu tytułowy wers zamieniono na „The Gallant Hood Of Texas”. Pierwszy raz piosenkę zarejestrowano w studiu dopiero kilkadziesiąt lat później, w maju 1927 roku. Dokonał tego folkowy zespół Da Costa Woltz’s Southern Broadcasters. Ich wersja jednak znacznie różniła się od tej, którą znamy z wykonania Presley’a. Miała zupełnie inną melodię i aranżację (jak pisze David Neale w „The Roots Of Elvis”, było w niej więcej skrzypiec a nawet pojawiało się bandżo). Podobnie było w przypadku wersji nagranej w 1933 roku przez piosenkarza country, Gene’a Autry. Dopiero w roku 1955 Mitch Miller i jego orkiestra nagrali „Yellow Rose Of Texas” z taką muzyką (lecz wciąż z innym tekstem. Miller wciąż bazował na słowach utworu zapisanych w dziewiętnastowiecznym manuskrypcie) z jaką osiem lat później zrobił to Elvis Presley. Wykonanie Millera cieszyło się olbrzymią popularnością. W 1955 roku spędziło aż sześć tygodni na pierwszym miejscu listy przebojów Tygodnika Billboard (na tzw. ‘gorącej setce’). Rok później znalazło się w ścieżce dźwiękowej legendarnego filmu „Olbrzym” z udziałem Elizabeth Tylor i Jamesa Deana. Autorem tej nowej wersji był Don George.

Fot.W filmie „Viva Las Vegas” kreowany przez Elvisa Lucky Jackson trafia do wielu nocnych klubów w poszukiwaniu pięknej Rasty Martin. W jednym z lokali wykonuje wspaniały zestaw tradycyjnych pieśni na temat Texasu – „Yellow Rose Of Texas” i „The Eyes Of Texas”.

Na potrzeby filmowego miksu Elvis zaśpiewał tylko dwie (pierwszą powtórzył) z czterech strof. Słowa żadnej z nich nie były w żaden sposób oparte na oryginalnym dziewiętnastowiecznym tekście.

Drugi użyty w tym ‘zestawie’ utwór, „The Eyes Of Texas” był znacznie ‘młodszy’ od poprzedniego nagrania. Został napisany na początku XX wieku, w 1903 roku. Jego autorem był John Lang Sinclair (do stworzenia tej kompozycji miał go podobno namawiać Lewis Johnson). Muzyka do „The Eyes Of Texas” powstała na podstawie tradycyjnej amerykańskiej dziewiętnastowiecznej folkowej piosenki, „I’ve Been Working On The Railroad”. Według Davida Neala, pierwsze publiczne wykonanie utworu miało miejsce w Hancock Opera House w Austin w Teksasie. Pieśń zaprezentowała wówczas grupa Varsity Quartet, której towarzyszył sam autor, John Sinclair grający na bandżo. Kompozycja szybko zyskała olbrzymią popularność. W późniejszych latach wielu znakomitych artystów chętnie włączało ją do swojego repertuaru. Jednym z nich był m.in. Roy Orbison. Elvis w filmowym mixie zaśpiewał cały oryginalny tekst.

Fot. W skład ścieżki dźwiękowej „Viva Las Vegas” wchodziły dwie dziewiętnastowieczne kompozycje, „Santa Lucia” i medley tradycyjnych melodii poświęconych Texasowi

Na zakończenie drugiego dnia sesji muzycy na kilka minut wrócili jeszcze do utworu „C’mon Everybody” (nagranego dzień wcześniej). Na chwilę przed rozpoczęciem pierwszej próby Elvis zwrócił się do zespołu: „nie dajmy temu usnąć” i zasugerował zmianę tempa piosenki (dając tym samym do zrozumienia, że nie jest zadowolony z poprzedniej wersji). Po krótkim falstarcie zagrano jedno kompletne podejście. Utwór zarejestrowano w nieco innej aranżacji niż poprzedniego wieczora – bardziej dynamicznie i w szybszym kluczu. Nagraną wersję opisano jako filmową wersję master (w dokumentach figurująca jako podejście numer siedem, ze względu na fakt, że podobnie jak w przypadku utworu „Viva Las Vegas” kontynuowano numerację z poprzedniego dnia).

Drugi dzień nagrań muzyki do filmu „Viva Las Vegas” zakończył się około godziny pół do czwartej nad ranem. Dalsze nagrania kontynuowano po kilkugodzinnej przerwie.

Trzeci dzień prac nad ścieżką dźwiękową do nowego filmu był wyjątkowy pod wieloma względami. Po pierwsze dlatego, że sesję zwołano nie wieczorem (jak dotychczas. Przy wyborze godzin sesji głównie kierowano się tym, że Elvis wolał pracować w nocy) lecz popołudniu. Studio wynajęto na godzinę piętnastą. Ponadto do udziału w nagraniach zaproszono Ann Margret, sześć lat młodszą od Presley’a aktorkę, tancerkę i wokalistkę szwedzkiego pochodzenia (urodziła się w Sztokholmie). Margret w wieku ośmiu lat przeprowadziła się wraz z rodzicami do Stanów Zjednoczonych. Swoją muzyczną karierę rozpoczęła na początku lat sześćdziesiątych. Na jej debiutanckiej płycie „And Here She Is: An Margret!” z 1961 roku, zrealizowanej w Nashville dla wytwórni RCA, zagrało wielu muzyków związanych z Elvisem (m.in. Chet Atkins na gitarze i kwartet The Jordanaires jako wokal wspomagający). Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że Ann Margret na początku kariery nagrała także swoją wersję przeboju „Heartbreak Hotel”. To wydarzenie a także charakterystyczny, zmysłowy sposób śpiewania i utwory stylistycznie zbliżone do nagrań Presley’a sprawiły, że w niedługim czasie słuchacze zaczęli nazywać ją „żeńskim odpowiednikiem Elvisa”. Jej pierwsze poważne sukcesy przyszły wraz z kolejnym albumem (także z 1961 roku). Pochodząca z niego piosenka „I Just Don’t Understand” dotarła do szczytu listy przebojów tygodnika Billboard (Billboard Top 40) a następnie przez kolejnych sześć tygodni okupowała siedemnastą pozycję w zestawieniu Billboard Top 20. Singiel podobnie jak wszystkie jej poprzednie wydawnictwa wyprodukował współpracujący z Elvisem gitarzysta, Chet Atkins.

Fot. Piękna i utalentowana. Ann Margret była podobnie jak Elvis gwiazdą wytwórni RCA. Przez długi czas słuchacze nazywali ją nawet „żeńskim odpowiednikiem Elvisa”.

Rok 1961 okazał się dla piosenkarki przełomowy. Po sukcesach odnoszonych na rynku muzycznym przyszła kolej na karierę filmową. Próbne zdjęcia, które odbyły się w studiach wytwórni 20th Century Fox zaowocowały podpisaniem aż siedmioletniego kontraktu. Na ekranie zadebiutowała jeszcze w grudniu tego samego roku występując u boku znakomitej Betty Davis w filmie „Pocketful Of Miracles”. Do roku 1963 zagrała jeszcze w dwóch kolejnych produkcjach, „State Fair” (z 1962 roku) i „Bye Bye Birdie” (1963). „Viva Las Vegas” był jej czwartym filmem.

Ostatniego dnia prac nad ścieżką dźwiękową do powstającej właśnie komedii zdecydowano się doprowadzić do spotkania Elvisa i Ann Margret w studiu nagraniowym i zarejestrowania kilku duetów. W jednym z wywiadów aktorka wspominała pierwsze chwile w studiu nagraniowym i spotkanie z królem. „Elvis Presley, chciałbym Ci przedstawić cudowną młodą damę, Ann Margret” miał powiedzieć George Sidney reżyser filmu „Viva Las Vegas”. „Ann Margret, to jest Elvis Presley”. Po tych słowach jak sama przyznała wszystko inne przestało mieć znaczenie. „Wyciągnęłam swoją dłoń a on potrząsnął nią delikatnie”, opowiadała Margret. „Mogłam wtedy też zobaczyć ten sławny uśmiech Elvisa, biegnący z lewej strony, lekko zakrzywiony, ciepły i miły […] Nosił klasyczny garnitur i krawat i muszę powiedzieć, że wyglądał świetnie”, kontynuuje. „Ja ubrana byłam w dwurzędową białą marynarkę z trykotu i białą trykotową spódnicę w kształcie trapezu. Oboje wyglądaliśmy bardzo konserwatywnie i bardzo poprawnie. Nie wyglądaliśmy jakbyśmy mieli diabła w środku”, kwituje aktorka.

Fot. 11 lipca 1963. Reżyser George Sidney, Elvis i Ann Margret przeglądają teksty piosenek w studiu nagraniowym. Swoje pierwsze spotkanie z Presleyem aktorka wspominała przez wiele lat.

Pierwszym utworem, który wspólnie nagrali był „The Lady Loves Me”.

Pierwszym utworem, który wspólnie nagrali był „The Lady Loves Me” Sida Teppera i Roy’a C.Bennetta. W jednym z wywiadów, kompozytor Roy C.Bennett odpierając zarzut o niskim poziom niektórych filmowych piosenek stwierdził, że „uważaliśmy, że sceny (w scenariuszu do których pisali swoje kompozycje, przyp. autor) były zabawne i było wyzwaniem pisanie do nich”. Kompozycję „The Lady Loves Me” wskazał także jako tą, w której świadomie starali się z Sidem Tepperem (jako nieliczni z autorów piszących dla Presley’a) „zaszczepić poczucie humoru”. Jak wynika z zapisków studyjnych, piosenkę nagrano po dziesięciu podejściach. Na podstawie zachowanych i opublikowanych materiałów możemy stwierdzić, że podczas jej nagrywania w studiu panowała wspaniała atmosfera. Przed drugą, jeszcze zupełnie surową, próbą Elvis ćwicząc tekst przekręcał słowa piosenki powtarzając: „she loves my nose” („ona kocha mój nos”) na co Ann Margret wybucha śmiechem. Od samego początku słychać jednak jak oboje świetnie się uzupełniali podczas pracy w studiu. Przed jednym z ostatnich podejść możemy usłyszeć ich krótką rozmowę. „Co ja robię?”, pyta aktorka. „Dajesz mi wskazówkę”, odpowiada Elvis. Kilka minut później na taśmach była już zarejestrowana wersja master.

Fot. Trzeciego dnia nagrań w Radio Recorders Elvis i Ann Margret nagrali kilka doskonałych duetów.

Równie sprawnie przebiegała praca nad kolejną kompozycją. Była nią „You’re The Boss” napisana przez Jerrego Leibera i Mike’a Stollera dla odnoszącej duże sukcesy w latach sześćdziesiątych czarnoskórej wokalistki LaVern Baker. Artystka swoją wersję nagrała w roku 1961 wspólnie z założycielem zespołu The Ravens, Jimmym Ricksem. Singiel z tym duetem dotarł do osiemdziesiątej pierwszej pozycji na liście przebojów w Stanach Zjednoczonych i figuruje jako jeden z najważniejszych w całym dorobku artystycznym LaVern Baker. Elvis i Ann Margret swoją wersję nagrali dopiero po szesnastu podejściach. Przez cały czas nagrywania piosenki doskonale się bawili co potwierdzają wydane materiały z sesji. Ich wersja była niezwykle zmysłowa i namiętna (wspaniale wchodzili sobie w słowa, mruczeli i wzdychali do siebie, niczym para kochanków).

Następnych długich kilkadziesiąt minut muzycy spędzili na nagrywaniu ballady „Today, Tomorrow And Forever” skomponowanej przez team w składzie Bill Giant, Bernie Baum i Florence Kaye. Ciekawostką jest bez wątpienia fakt, że utwór ten w świadomości fanów przez wiele lat funkcjonował jedynie jako solowe nagranie Presley’a. Mało kto zdawał sobie sprawę z faktu, że ostatniego dnia prac nad ścieżką dźwiękową do „Viva Las Vegas” Elvis wykonał je w duecie z Ann Margret. Na jego upublicznienie zdecydowano się dopiero w połowie lat osiemdziesiątych. Nieznana dotychczas nikomu wersja miała ukazać się w roku 1984 na zestawie „A Golden Celebration” ale jak pisze Keith Flynn na swojej stronie internetowej, okazało się, że taśma z nagraniem zniknęła – została zgubiona bądź skradziona. Wydano ją dopiero osiem lat później na jednej z płyt wchodzących w skład boxu „Today, Tomorrow & Forever”. W dołączonej do płyt książce Collin Escott pisał o „Today, Tomorrow & Forever”: „z trzech duetów dwa zostały wycofane z filmu (także ten) a jeden wydany jako solowe wykonanie. Uznawany do niedawna za zaginiony duet ‘Today, Tomorrow & Forever’ ma tutaj swoją premierę”.

„Oprócz pianina w MGM Soundstage (do spotkania obu gwiazd doszło podczas sesji nagraniowej, która odbywała się Studio B w Radio Recorders w Hollywood. Nie wiadomo dlaczego aktorka wskazała na studio MGM, przyp. autor) gdzie ja i Elvis się poznaliśmy nie było niczego”, wspominała Ann Margret na łamach jednej ze swoich książek. „W tle kręciło się kilku jego ‘chłopaków’, którzy czujnie obserwowali swojego szefa. Wkrótce stało się to rytuałem do którego przestałam przywiązywać uwagę”, pisała. W takiej scenerii powstał kolejny duet. Nagrany po dwóch podejściach. Pierwszą próbę Elvis przerwał sam po tym jak nie odnalazł się w melodii. „Przepraszam, powinienem był. To wystarczy”, słyszymy z jego ust po krótkim falstarcie. Tuż po nim nastąpiły już dwie kompletne próby, z których ostatnia została opisana jako master take.

Następnie, jak wynika z dokumentów, zarejestrowano cztery instrumentalne podejścia (wraz z tłem wokalnym) tej nastrojowej ballady (w opisie sesji ponownie znajdziemy inny numer przy wersji master niż rzeczywisty numer podejścia a to ze względu na fakt, że podobnie jak w poprzednich omawianych przypadkach kontynuowano numerację z poprzedniej piosenki. Tak więc wersja master podkładu instrumentalnego figuruje w dokumentach jako podejście szóste, kontynuacja duetu). Keith Flynn sugeruje na swojej stronie, że podkłady te mogły powstać z myślą o filmowej wersji nagrania. Aranżacja tej wersji była niemal identyczna z tą opracowaną dla duetu.

„Elvis nagrał dwie wersje: duet z Ann Margret i wersję solową na potrzeby EP ze ścieżką dźwiękową” pisał Collin Escott. I właśnie przy kolejnej, solowej próbie nagrania „Today, Tomorrow & Forever” nieznacznie zmieniło się opracowanie utworu.

Solowa wersja była nieco szybsza od duetu. I prawdopodobnie tylko w pierwszym podejściu Elvis zaśpiewał ‘na żywo’. Pozostałe próby to już zabiegi czysto techniczne polegające na dopasowaniu dogranego przez Presley’a kilkadziesiąt minut później wokalu (zrobił to za dziesiątym podejściem) do odpowiednich ścieżek. Za alternatywną wersję master uznaje się podejście czwarte (prawdopodobnie wykorzystane w wersji filmowej). Za właściwy master take z kolei uznawana jest próba z numerem sześć (pozbawiona m.in. trzeciej zwrotki i jednego instrumentalnego ‘przejścia’).

Fot. Zdjęcia plenerowe do filmu „Viva Las Vegas” ruszyły w połowie lipca 1963 roku. Elvis i ekipa filmowa zatrzymali się w hotelu Sahara (na zdjęciu wykonanym w lipcu 1963 roku)

Z zachowanych dokumentów z tej sesji nagraniowej, a także z jej opisów zamieszczanych na rozmaitych stronach internetowych (w tym m.in. Keitha Flynna) wynika, że na chwilę przed zarejestrowaniem wokalu do „Today, Tomorrow & Forever” Elvis przygotował także ścieżkę wokalną do włoskiej pieśni „Santa Lucia”. Jak wynika ze studyjnych zapisków zrobił to już za szóstym podejściem (wszystkie próby miały być kompletne).

Ostatni dzień nagrań zamknęła instrumentalna kompozycja „Bongo’s” zarejestrowana na potrzeby ścieżki dźwiękowej. Utworu jak dotąd nigdy nie wydano na żadnej z płyt poświęconych muzyce z „Viva Las Vegas” lecz wykorzystano go w samym filmie.

Trzeci dzień prac nad ścieżką dźwiękową do czternastego filmu Elvisa Presley’a zakończył się kilkadziesiąt minut przed godziną pierwszą w nocy, około dwunastej czterdzieści. Wokaliści i muzycy udali się na zasłużony odpoczynek. Cztery dni później ruszyły zdjęcia do produkcji z udziałem Elvisa i Ann Margret.

Na planie filmowym
14 lipca 1963 roku cała ekipa filmowa, aktorzy, reżyserzy, producenci i wszyscy zaangażowani w produkcję „Viva Las Vegas” wyjechali do stolicy hazardu i rozrywki – Las Vegas. Po przyjeździe na miejsce zamieszkali w ekskluzywnym hotelu Sahara mieszczącym się przy 2535 Las Vegas Boulevard South. Na stronie examiner.com możemy odnaleźć informację mówiącą o tym, że piosenkarz podczas kręcenia filmu mieszkał w eleganckim apartamencie prezydenckim.

Następnego dnia, tj.15 lipca, padł pierwszy klaps na planie musicalu o roboczym tytule „The Lady Loves Me” („Ta pani mnie kocha”). Następnego dnia, tj.15 lipca, padł pierwszy klaps na planie musicalu o roboczym tytule „The Lady Loves Me” („Ta pani mnie kocha”). Była to historia Lucky Jacksona (w tej roli Elvis Presley), młodego kierowcy rajdowego, który przybywa do Las Vegas z zamiarem wzięcia udziału w organizowanym w mieście wyścigu samochodowym. Jego auto ma jednak poważną awarię i wymaga wymiany silnika. By zdobyć pieniądze Lucky udaje się do kasyna. Kierowca ma szczęście. Wygrywa. Niestety, w myśl starego powiedzenia „łatwo przyszło, łatwo poszło” pieniądze wygrane w ruletkę przepadają w pobliskim basenie podczas próby poderwania uroczej instruktorki pływania, Rusty Martin (w jej postać wcieliła się Ann Margret). Jackson nie poddaje się jednak i nie ma zamiaru wycofać się z udziału w Grand Prix. Podejmuje pracę jako kelner. Rozpoczyna się pełna zabawnych sytuacji, dobrych zdjęć i doskonałej muzyki w wykonaniu obu gwiazd romantyczna historia.

Autorką scenariusza była Sally Benson, której największą popularność przyniósł film „Meet Me In St.Louis” z 1944 wyprodukowany przez wytwórnię MGM. Obraz oparty na publikowanych przez nią w latach 1941-1942 w amerykańskich gazetach historiach uznawany jest za jeden z najlepszych i najbardziej popularnych podczas całej Drugiej Wojny Światowej. Ponadto autorka znana jest m.in. ze współpracy z samym Alfredem Hichockiem. Za życia Benson otrzymała też m.in. nominację do Nagrody Akademii za scenariusz do filmu „Anna And The King Of Siam” z 1946 roku.

Obraz wyreżyserował George Sidney (był także producentem filmu wspólnie z Jackiem Cummingsem). „Viva Las Vegas” był jednym z jego ostatnich filmów nad którym pracował. Po nim nakręcił jeszcze tylko dwie produkcje, „The Swinger” w 1966 roku oraz „Half A Sixpence” w roku 1967. Swoją karierę rozpoczynał od roli asystenta reżysera w studiu Metro Goldwyn Mayer by w późniejszych latach z sukcesami pełnić rolę nie tylko doskonałego reżysera (wielokrotnie nominowanego i nagradzanego prestiżowymi nagrodami) ale także dyrektora/CEO w słynnym studiu filmów rysunkowych (które z resztą sam pomógł założyć) Hanna-Barbera Productions.

Fot. Cesare Danova i Elvis rywalizowali ze sobą
nie tylko na torze wyścigowym lecz także w „wyścigu”
o serce pięknej instruktorki pływania.

Główne role w filmie zagrali Elvis i Ann Margret lecz oprócz nich na ekranie pojawiła się cała plejada znakomitych amerykańskich aktorów. Cesare Danova (a właściwie Cesare Deitinger. Pseudonim Cesare Danova przyjął pod koniec II Wojny Światowej występując na scenach w Rzymie), aktor urodzony we Włoszech, zagrał Hrabiego Elmo Mancini, przeciwnika Lucky’ego Jacksona w rajdzie samochodowym i… pretendenta do serca Rusty Martin. Zanim jednak aktor trafił do obsady „Viva Las Vegas” miał już na swoim koncie kilka znaczących ról, m.in. w produkcji „Don Giovanni” (bądź też „Don Juan”), w której zadebiutował w 1955 roku.

„Najbardziej znany nieznany”. Tak zwykł o sobie mawiać Nicky Blair, odtwórca postaci Shorty’ego Fanswortha – doradcy i przyjaciela głównego bohatera. Aktor zagrał w ponad osiemdziesięciu filmach (głównie role drugoplanowe) i wystąpił w blisko stu programach telewizyjnych. W pamięci widzów zapisał się jednak jako znany hollywoodzki restaurator. Frank Sinatra, z którym Blair zagrał w filmie „Ocean’s Eleven” napisał na zdjęciu, które wisi na ścianie jego lokalu w Las Vegas takie słowa: „dla gwiazdy od jego ulubionego odtwórcy ról drugoplanowych”. Nicky Blair zmarł w wieku siedemdziesięciu lat w 1998 roku.

Przez kilka minut w filmie pojawił się też Jack Carter (Jack Chakrin), niezwykle popularny w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych amerykański komik, gospodarz programów rozrywkowych i prawdziwa legenda telewizji. W filmie „Viva Las Vegas” zagrał samego siebie – prowadzącego koncert talentów, w którym wystąpili główni bohaterowie.

Zdjęcia plenerowe do nowego filmu powstawały od poniedziałku do soboty włącznie. „Do czasu aż ktoś nie odwiedził ‘planu w plenerze’ trudno było mu sobie wyobrazić, że ma on niewiele wspólnego z atrakcyjnością. Raczej jedynym słowem, które trafnie opisuje cały ten proces jest ‘praca’”, napisano na portalu Vegas.com. „Dla ponad dwustu aktorów, kamerzystów, statystów, charakteryzatorów, techników i innych specjalistów niezbędnych do tworzenia filmu dzień zaczynał się o szóstej rano. Praca. Praca. Praca. Co więcej, dzień nie kończył się po dwunastu godzinach. Z każdego dnia zdjęciowego nadawało się jakieś sześć minut. To tłumaczy dlaczego film „VivaLas Vegas” kosztował trzy miliony dolarów. Zdjęcia z każdego dnia były następnego dnia skrupulatnie przeglądane przez reżysera George’a Sidney’a i producenta Jacka Cummingsa na wypadek gdyby któraś ze scen wymagała powtórzenia. Wówczas można to było zrobić natychmiast i w ten sposób zapobiec kosztownemu powrotowi do Las Vegas po przyjeździe ekipy do Hollywood ”, czytamy dalej w relacji.

„Kiedy rozpoczęła się praca nad filmem w Las Vegas Elvis był w doskonałej formie” wspominała Ann Margret. Pierwszego dnia zdjęć na plan filmowy został również zaproszony reporter magazynu McCall, który w swoim tekście tak relacjonował przebieg wydarzeń z prac nad filmem (jego uwadze nie uszedł fakt, że pomiędzy artystami była jakaś ‘chemia’ – coś więcej niż zwykła relacja łącząca aktorów podczas pracy nad filmem): „Elvis robi minę, potrząsa głową, miły gest, którego nie ma w scenariuszu, ale który zachwyca Ann Margret. Ona uśmiecha się i odwzajemnia jego gesty… Ilekroć Presley’a i Ann Margret łączy dialog ich role stają się czymś więcej niż tylko zwykłą rolą, którą mają zagrać. Elektryczność bijąca od tych dwojga jest wyczuwalna w powietrzu”. Dziennikarz zdecydował się więc zapytać młodą aktorkę czy oprócz zawodowych obowiązków coś jeszcze łączy ją ze słynnym piosenkarzem. Na pytanie czy planują randkę, Margret miała odpowiedzieć: „naprawdę nie mogę na to pytanie odpowiedzieć”.

Fot. Już pierwszego dnia zdjęć do filmu „Viva Las Vegas” dziennikarze
zauważyli, że pomiędzy Elvisem a Ann-Margret jest coś więcej niż tylko
przyjaźń

Plotki o rzekomym romansie Elvisa i Ann Margret lotem błyskawicy rozeszły się po całym Hollywood. „Powód zmiany rzecznika studia na planie filmowym potwierdza, że budzący się romans był widoczny nawet dla przypadkowych obserwatorów”, zauważył portal Vegas.com. Także sama Ann Margret nie próbowała dementować tych rewelacji. W rozmowie z dziennikarzem magazynu McCall wyznała: „od pierwszego dnia, gdy tylko stanęliśmy wokół pianina by nagrać piosenki do filmu wiedzieliśmy, że to będzie coś poważnego”.

Zdjęcia plenerowe do „Viva Las Vegas” trwały jedenaście dni. Ujęcia do nowej produkcji powstawały m.in. w takich miejscach jak basen hotelu Flamingo, lotnisko McCarrana a także sala gimnastyczna Uniwerytetu Nevada (University of Nevada). W tym ostatnim nakręcono m.in. scenę z utworem „C’mon Everybody”. 23 lipca ekipa filmowców przeniosła się na jeden dzień na teren parkingu przy hotelu Sahara gdzie powstały sceny ze spektakularnym przejazdem głównych bohaterów na motorach.

Motocykle z resztą były wielką pasją obu gwiazd w życiu prywatnym i stały się ich częstym tematem do rozmów. W wywiadzie udzielonym w roku 1981, a opublikowanym na łamach książki Petera Haininga, „Prywatne życie Elvisa”, Ann Margret wspominała: „jednym z moich ulubionych zajęć jest jeżdżenie na motorach. Jest to zainteresowanie, które podzielam z Elvisem odkąd się po raz pierwszy poznaliśmy podczas kręcenia ‘Viva Las Vegas’. Bo widzicie, to jest mój sposób odpoczywania. Nie palę ani nie piję ale za to jeżdżę na motorowerach. […]Kiedy zaczęłam pracować nad ‘Viva Las Vegas’ wiosną roku 1964 (Ann Margret myli się w tym wywiadzie. Wiosną 1964 roku miała miejsce premiera filmu a nie zdjęcia do niego, przyp. autor) miałam Hondę, ale zarówno Elvis jak i ja musieliśmy bardzo uważać w trakcie robienia zdjęć, bo gdy któreś z nas miało jakiś wypadek w tym czasie, byłoby to tragiczne dla naszego filmu”. W dalszej części rozmowy opowiadała: „odkąd zostaliśmy przyjaciółmi, Elvis często opowiadał mi o swoich motorach i samochodach, a ja zapytałam go co woli. – I motor i samochód może być frajdą – powiedział – Najpierw kupiłem samochód, ale potem zacząłem się zastanawiać co to takiego ten motor. Więc kupiłem sobie jeden – i co za przeżycie! Wiatr wieje Ci w twarz i możesz tak łatwo wykonywać manewry. Chociaż wydaje mi się, że samochód jest lepszy jeśli chodzi o komfort i bezpieczeństwo. Ale jest fajnie wskoczyć sobie na motocykl i pojechać gdzie oczy poniosą”. Elvis podobnie jak Ann Margret lubił wielogodzinne motorowe wypady na pustynię. Zabierał na nie tylko ludzi ze swojego najbliższego otoczenia (jednego dnia kupił dwanaście motocykli marki Triumph Bonnevilles, tak żeby każdy z jego przyjaciół miał na czym jeździć) i w ten sposób relaksował się i odreagowywał „napięcia powstałe podczas pracy”.

24 lipca plan zdjęciowy został przeniesiony na teren jeziora Lake Mead Marina. To tam właśnie przez trzy kolejne dni Elvis i pozostała część grupy pracowali m.in. nad słynną sceną wyścigów samochodowych pokazaną w ostatnich minutach filmu (a przez wielu krytyków uznawaną za jedną z najlepiej sfilmowanych scen w tamtym okresie).

Fot. Elvis i Ann-Margret stanęli na ślubnym kobiercu tylko w filmie. Wielu fanów (i nie tylko) chciałoby żeby ta para także w życiu prywatnym tworzyła udany związek.

Najbardziej znane ujęcia do filmu „Viva Las Vegas” zostały jednak nakręcone nie na torze wyścigowym a… w małym kościele na zachodzie miasta, w którym sfilmowano ślub głównych bohaterów. Ślubna fotografia Elvisa i Ann-Margret szybko obiegła prasę i co ciekawe, z czasem zaczęto wręcz mówić (szczególnie w środowiskach wielbicieli artysty), że to właśnie ta aktorka powinna zająć miejsce u boku słynnego piosenkarza. Zdanie podzielali to także ludzie z najbliższego otoczenia Elvisa. W wywiadzie, który miałem przyjemność przeprowadzić kilka tygodni temu z Martym Lackerem usłyszałem: „wielu z nas chciałoby żeby to ją poślubił zamiast Priscilli”.

Jako ciekawostkę warto w tym miejscu dodać, że kaplica, w której nakręcono scenę ślubu Elvisa i Ann-Margret wpisana jest do Krajowego Archiwum Miejsc Historycznych jako najstarszy budynek w Las Vegas. W kaplicy odbywały się zaślubiny wielu słynnych osób (nie tylko filmowych bohaterów lecz także prawdziwych osób) w tym m.in. Betty Grable („aktorki z nogami za milion dolarów”) i Harry’ego Jamesa.

26 lipca padł ostatni klaps podczas zdjęć plenerowych w Las Vegas i następnego dnia ekipa filmowa była już w drodze do Los Angeles gdzie przez kolejne tygodnie kontynuowano prace nad filmem – teraz już w hollywoodzkich studiach. Po przyjeździe do Hollywood okazało się, że o romansie pomiędzy Elvisem a Ann- Margret jest już naprawdę głośno. O ich rzekomym związku pisały wszystkie gazety. Łącznie z prasą w Memphis. Memphis Press-Scimitar donosił w jednym ze swoich artykułów – „to wygląda na romans Presley’a”.

Ta wyjątkowa atmosfera towarzysząca powstawaniu nowego filmu wcale nie przeszkodziła w jego realizacji. Wręcz przeciwnie. Bardzo dobre relacje pomiędzy dwójką głównych aktorów przełożyły się sprawną i efektowną pracę. W swojej książce Ann-Margret wspominała jak wspólnie z Elvisem omawiali poszczególne sceny a czasem nawet opracowywali do nich choreografię. Jednym z takich momentów w filmie była sekwencja z piosenką „The Climb”. „Na planie Elvis i ja mieliśmy zawsze różne pomysły i pracowaliśmy używając szóstego zmysłu”, opowiadała Margret. „Pewnego dnia siedzieliśmy w mojej garderobie z choreografem Davidem Wintersem, który chciał omówić z nami pomysł na ruchy w piosence ‘Cheek To Cheek’ (Ann-Margret stworzyła tytuł używając pierwszych słów tekstu piosenki, przyp.autor). Puścił taśmę. Słuchaliśmy tego nagrania patrząc na siebie w poprzek pokoju i wpatrując się sobie nawzajem w oczy. Myśleliśmy. Nie powiedzieliśmy ani słowa. Nie mieliśmy żadnego pomysłu. ‘Możesz puścić to jeszcze raz?’, zapytał Elvis. Kiedy tylko muzyka zaczęła grać Elvis i ja zaczęliśmy się ruszać. Niczego wcześniej nie ćwiczyliśmy ale gdybyś nas wtedy widział nie wiedziałbyś że tak właśnie było. Przeszliśmy przez cały pokój, wpadając na meble i popychając je na boki. Krążyliśmy wokół siebie jak para zwierząt zamkniętych w klatce. W tym przypływie inwencji twórczej opracowaliśmy całą choreografię, wszystkie ruchy tak ‘ad hok’. Popatrzyliśmy później na Davida. ‘Wspaniale’ – powiedział. ‘Właśnie tak to zrobimy’”.

Scenę z utworami „The Climb” i „What’d I Say” kręcono przez dwa dni – od 4 do 5 września 1963 roku w nocnym klubie w Las Vegas (w pierwszej kolejności nakręcono sekwencję z utworem „The Climb” a następnie z „What’d I Say”). Ich nagranie poprzedziła sesja nagraniowa zorganizowana pośpiesznie pod koniec sierpnia w hollywoodzkim studiu Radio Recorders.

Fot. Scena z utworem „The Climb”. Według wspomnień Ann-Margret, Elvis i ona sami mieli opracować choreografię do tej piosenki w garderobie aktorki.

W studiu nagraniowym (wizyta druga)
W opisach tej konkretnej sesji zamieszczanych na łamach różnych książek czy magazynów poświęconych Elvisowi najczęściej powtarzanym słowem jest „pośpiech”. „Kiedy produkcja przekroczyła już zakładany budżet, Elvis powrócił do Radio Recorders by nagrać ‘What’d I Say’ do dodanej w ostatniej minucie sceny tanecznej”, czytamy w kalendarium zamieszczonym w broszurze dołączonej do reedycji płyty „Viva Las Vegas” (FTD Label).

Sesję zorganizowano 30 sierpnia 1963 roku (dwa dni wcześniej Ann-Margret nagrała do filmu „Appreciation” i „My Rival”) w studio B Radio Recorders w Hollywood w Kalifornii. Żaden ze znanych mi biografów Elvisa nie podaje jednak godziny o której rozpoczęto prace nad utworem.

Do nagrań zaangażowano nowych muzyków. Większość z nich nigdy wcześniej nie pracowała z Elvisem. Na gitarach zagrali: Billy Strange, Alton Hendrickson i Glen Campbell, na basie Ray Siegel, na bębnach Frank Carlson, na pianinie Artie Kane, na saksofonie Steve Douglas a na perkusji Roy Hart. Wokalnie Elvisa wspierały aż dwa kwartety: The Jubilee Four (w składzie Bill Johnson, George McFadden, Jimmy Adams i Ted Brooks) oraz The Carol Lombard Quartet (Carol Lombard, Gwen Johnson, Jackie Ward i Marjorie Cranford). Nadzór nad prawidłowym przebiegiem nagrań sprawowali George Stoll (producent z wytwórni MGM) oraz Dave Weichman.

Jedyną zarejestrowaną tego dnia piosenką był cover wielkiego hitu Ray’a Charlesa z roku 1959, „What’d I Say”. Oryginalna wersja (której autorem był sam Ray Charles) powstała podczas jednego z koncertów muzyka w grudniu 1958 roku. Artysta występował wraz ze swoim zespołem w Brownsville w Pensylwanii. Jak wspominają jego biografowie, grupa wyczerpała cały przygotowany na tamtą noc repertuar na około dwanaście minut przed czasem. Wówczas Ray Charles miał powiedzieć, że nie zamierza się obijać i zaimprowizował na elektrycznym pianinie charakterystyczny wstęp, po którym zaczęli przyłączać się do niego kolejni muzycy (szczególnie instrumenty perkusyjne). Słysząc to wokalista zaczął ‘na poczekaniu’ wymyślać słowa piosenki. Łącząc elementy muzyki gospel, soulu i rythm’n’bluesa stworzył jeden z najważniejszych utworów w dziejach ówczesnej muzyki rozrywkowej (i jednocześnie jedną z najczęściej nagrywanych piosenek). Wkrótce piosenka została nagrana w studiu (Charles obiecał to podobno rozentuzjowanemu tłumowi w Brownsville) i wydana na płycie. Singiel z nagraniem ukazał się w roku 1959 i w szybkim czasie został pierwszą złotą płytą muzyka. W 2002 roku „What’d I Say” uplasowało się na dziesiątym miejscu w rankingu „500 Najlepszych Piosenek Wszechczasów” sporządzonym przez magazyn „Rolling Stone”.

Elvis swoją wersję nagrał po czterech próbach. Przed pierwszym podejściem (wydanym dopiero po wielu latach – w 2003 roku) słyszymy jak pyta: „masz pióro szefie? Potrzebuję pióra?”. Recenzując te alternatywne podejścia Piers Bieagley z Elvis Information Network pisze, że to „rzeczywiście brzmi jak party”. Na zakończenie pierwszej próby Presley intonuje kilka wersów starej, dziewiętnastowiecznej irlandzkiej pieśni, „When Irish Eyes Are Smiling”.

Fot. Prace nad „Viva Las Vegas” dobiegły końca w pierwszej połowie
września 1963 roku. Większość tego czasu Elvis i ekipa filmowa spędziła
w Hollywood.

Jedenaście dni po sesji nagraniowej, 11 września 1963 roku padł ostatni klaps na planie filmu „Viva Las Vegas”. Zdjęcia do kolejnej komedii z udziałem Presley’a zakończyła kilkugodzinna sesja zdjęciowa z udziałem samego piosenkarza i Ann-Margret. Praca nad „Viva Las Vegas” trwała prawie dwa miesiące. W jednym z wywiadów Ann-Margret wyznała, że było to kilka naprawdę intensywnych tygodni („na planie mieliśmy bardzo mało czasu”).

Decyzją wytwórni Metro Goldwyn Mayer premiera filmu „Viva Las Vegas” odbyła się dopiero wiosną 1964 roku. Wcześniej (w marcu 1964 roku) na ekrany kin skierowano nakręconą miesiąc po „Viva Las Vegas”, komedię „Kissin’ Cousins”. W ten sposób czternasty film z udziałem Presley’a pokazywany był w kinach jako jego jubileuszowa, piętnasta produkcja.

Fot. Singiel z piosenkami „Viva Las Vegas” i „What’d I Say” (RCA Victor 47-8360) ukazał się niespełna tydzień po amerykańskiej premierze filmu i był zapowiedzią albumu ze ścieżką dźwiękową.

Premierowy pokaz odbył się w Nowym Jorku 20 kwietnia 1964. Musical zyskał bardzo dobre opinie krytyków i dziennikarzy. Zarówno magazyn Variety jak i The New York Times w recenzji z 20 maja zgodnie twierdziły, że sukces kasowy filmu zagwarantowało połączenie na ekranie dwóch utalentowanych gwiazd, Elvisa i Ann-Margret (choć recenzent z Variety miał pewne zastrzeżenia co do samego scenariusza, uważając opowiedzianą w filmie historię za ‘słabo rozwijającą się’) .

Pochlebne opinie nie przeszkodziły jednak przedstawicielom mediów w wyrażeniu poglądu, że coraz częściej filmy z udziałem Elvisa realizowane są według pewnej formuły. Howard Thompson z gazety The Times w jednym ze swoich artykułów na temat nowego obrazu króla rock’n’rolla napisał wprost, że „… Elvis w jego nowym pojeździe jest tak samo przyjemny jak i mało ważny jak deser bananowy. […] Do tej pory, po rockowych początkach formuła filmów z Presleyem się ustabilizowała i stała się cyklem muzycznych igraszek, niezwykle łatwych do przyjęcia”.

Największą jednak reklamą filmu „Viva Las Vegas” były nie jego recenzje lecz co pewien czas ukazujące się w prasie pogłoski o romansie Elvisa i Ann-Margret (i ich wspólne zdjęcia z restauracji czy nocnych klubów w Las Vegas). Na stronie australijskiego fanklubu piosenkarza możemy przeczytać nawet takie stwierdzenie: „rozgłos dotyczący romansu był spełnieniem marzeń dla producentów ‘Viva Las Vegas’”.

Osiem dni po amerykańskiej premierze filmu do sklepów muzycznych trafił singiel promujący płytę ze ścieżką dźwiękową. Na stronie A zamieszczono piosenkę tytułową a na stronie B nagraną w ostatniej chwili „What’d I Say”. Album cieszył się dużym powodzeniem. Oba utwory dotarły do bardzo wysokich miejsc na listach przebojów („Viva Las Vegas” do pozycji numer dwadzieścia jeden a „What’d I Say” do miejsca dwudziestego dziewiątego w rankingu tygodnika Billboard).

Nieco ponad twa tygodnie później, 13 maja, RCA skierowała na rynek album extended play z piosenkami z filmu. Ku zaskoczeniu słuchaczy szefowie wytwórni zdecydowali się wydać tylko cztery z trzynastu nagranych utworów („If You Think I Don’t Need You”, „I Need Somebody To Lean On”, „C’mon Everybody” i „Today, Tomorrow And Forever”). Na płycie nie pojawił się żaden z trzech duetów Elvisa i Ann-Margret. Przez lata tłumaczono to konfliktem wewnątrz wytwórni dla której pracowały gwiazdy (pomimo iż Ann-Margret podobnie jak Elvis nagrywała dla RCA Records). W broszurze dołączonej do reedycji tej płyty czytamy tylko: „wraz ze zrealizowaniem EPki VIVA LAS VEGAS z czterema utworami, plany wydania LP ze ścieżką dźwiękową zostały odłożone na dobre. Tylko połowa z nagranych do filmu piosenek została zrealizowana a wśród opuszczonych nagrań znalazły się nawet trzy duety z Ann-Margret”.

Album został bardzo negatywnie odebrany. Słuchacze nie kryli swojego rozczarowania decyzją zarządu wytwórni. W jednym z tekstów, na temat tej płyty na który natknąłem się pisząc ten artykuł spotkałem się nawet z opinią, że „RCA Records zostało skrytykowane za nieudolne obejście się z najlepszym zestawem piosenek jakie Elvis nagrał do filmu w ciągu ostatnich lat”. Wyniki na listach sprzedaży także nie były idealne i zdawały się potwierdzać powyższą opinię. „Viva Las Vegas” uplasowało się zaledwie na dziewięćdziesiątym drugim miejscu.

Fot. Piosenki z „Viva Las Vegas” uznawane są za jedne z najlepszych jakie Elvis ngrał do filmu. Pomimo to wytwórnia RCA nie zdecydowała się na wydanie longplaya ze ścieżką dźwiękową. Zamiast tego fani otrzymali album extended play z czterema piosenkami. EPkę „Viva Las Vegas” wydano w maju 1964 roku (RCA Victor EPA-4382)

Słaby popyt na płytę nie miał jednak najmniejszego wpływu na spadek zainteresowania samym filmem. 17 czerwca 1964 roku nowa komedia z udziałem Presley’a trafiła do kin na całym świecie i po raz pierwszy zdecydowano się na zmianę tytułu. W Europie (szczególnie w Anglii) obraz „Viva Las Vegas” pokazywano jako „Love In Las Vegas” („Miłość w Las Vegas”). Wykorzystanie jednego z trzech tytułów roboczych komedii (pozostałe to „The Only Game In Town” czyli „Jedyna gra w mieście” oraz „The Only Girl In Town” – „Jedyna dziewczyna w mieście”) tłumaczono tym, że… brzmi po prostu bardziej romantycznie.

Europejscy wielbiciele Elvisa przyjęli jego nowy film bardzo ciepło. W londyńskim kinie Emphire Theatre położonym przy Leicester Square zorganizowano nawet specjalną promocję podczas jego pokazów. Widzowie mogli skorzystać ze specjalnie zainstalowanych w lobby telefonów w których puszczane były utwory ze ścieżki dźwiękowej „Love In Las Vegas”! Całą akcję reklamowano sloganem: „Za darmo! Podnieś ten telefon… Elvis śpiewa dla Ciebie!”.

Prezes brytyjskiego fanklubu piosenkarza, Todd Slaughter, napisał na łamach swojej książki „The Elvis Archives”, że „Viva Las Vegas” był „jednym z najlepszych i najbardziej popularnych musicali Elvisa”. Wyraził także ubolewanie, że producenci nigdy później nie „połączyli” już Elvisa i Ann-Margret na ekranie.

Leszek C.Strzeszewski z kolei w książce ELVIS pisał o „Viva Las Vegas” tak: „film miał żywe tempo, niezłe gagi, atrakcyjnie sfilmowaną scenę wyścigów samochodowych na pustyni oraz wspaniałe popisy wokalno-taneczne Elvisa i Ann. Jej talent i doskonała gra zdopingowały Presley’a do zaprezentowania wszystkich swoich umiejętności wokalnych. ‘Viva Las Vegas’ został entuzjastycznie przyjęty w Stanach i w Europie a krytycy określili go jako równie dobry co ‘Blue Hawaii’”. Na koniec swojej wypowiedzi autor podzielił opinię Slaughtera dotyczącą braku dalszych wspólnych występów Elvisa i Ann-Margret na ekranie.

Na wyprodukowanie filmu przeznaczono milion dolarów. Honorarium Presley’a wyniosło pięćset tysięcy dolarów i połowę zysków z publikacji filmu. Choć liczby te wydają się być gigantyczne warto zaznaczyć, że cały budżet zwrócił się już niedługo po premierze. „Viva Las Vegas” w samych tylko Stanach Zjednoczonych zarobił ponad pięć milionów dolarów (5.125.00 $) a w Europie niemal dwa razy tyle (zyski z pokazów przyniosły 9.442.967 $).

Po zakończeniu zdjęć do „Viva Las Vegas” Elvis i Ann-Margret nigdy więcej nie spotkali się na planie filmowym. Pozostali jednak przyjaciółmi. Piosenkarz do końca swojego życia, na każdą premierę filmu z jej udziałem wysyłał jej bukiet kwiatów w kształcie gitary. W swojej niedawnej wypowiedzi na jednym z portali społecznościowych, Billy Stanley, przyrodni brat artysty napisał: „Elvis kochał wiele kobiet w swoim życiu, każda była wyjątkowa i każda pozostawała w jego sercu i myślach aż do jego śmierci. Ale Ann-Margret była jedyna… Miłość, która się darzyli była magiczna… Mogłeś to zobaczyć w filmie ‘Viva Las Vegas’. Dużo o niej rozmawiał i robił to z uczuciem… Zobaczyłem chemię między nimi gdy pewnej nocy przyszedłem za kulisy w Vegas. Sposób w jaki na siebie patrzyli był wyjątkowy”.

Film „Viva Las Vegas” przeszedł do historii muzyki i kina. Za rolę w komedii Elvis i Ann-Margret zostali nominowani do nagrody Laurel Awards przyznawanej przez magazyn Motion Picture Exhibitor za najlepszą musicalową rolę męską i żeńską. W rankingu z roku 1965 oboje zajęli trzecie miejsce. Sam film natomiast uplasował się na wysokiej drugiej pozycji w kategorii ‘najlepszy musical’.

Wideo: Tak prezentował się oficjalny plakat
promujący „Viva Las Vegas”. Kliknijcie na
niego i obejrzycie oficjalny zwiastun filmu.

Kilka lat później natomiast nośnik wideo zawierający scenę z utworem „C’mon Everybody” został zabrany na Księżyc podczas jednej z amerykańskich misji kosmicznych. Żaden z amerykańskich filmów, a tym bardziej żaden z pozostałych filmów z udziałem Elvisa nigdy nie doczekał się takiego wyróżnienia.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.